piątek, 4 września 2015

ELEVEN

     Małymi kroczkami podeszliśmy do jego łóżka. Było obite białą skórą, od której zimna zadrżałam, kiedy moje nogi się z nią zetknęły. Zostałam popchnięta na miękki materac okryty szarą pościelą, która pachniała Harrym. Zauważyłam, że wszystko w jego sypialni było ciemne. Jedynie łóżko wyróżniało się na tle szaroburych elementów, takich jak dywan czy zasłony. Nawet ściany pokrywały czarne cegły. Mimo tego, w pokoju utrzymywała się przytulna atmosfera.
Ułożyłam się wygodnie, a chłopak wdrapał się, okrywając moje ciało swoim. Z pożądaniem wpatrywał się w moje oczy, jakby chciał z nich czytać. Może zastanawiał się czy naprawdę tego chcę. Sama jeszcze nad tym myślałam. Nasza znajomość rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Jeszcze parę dni temu byłabym zdolna wydrapać mu oczy, aby już nigdy nie mógł na mnie spojrzeć swoim przenikającym wzrokiem. Natomiast teraz leżałam tuż pod nim i jedyne co widziałam to jego szmaragdowe tęczówki, które hipnotyzowały mnie swoim urokiem. Przeniosłam swój wzrok na jego usta w kolorze głębokiej czerwieni i mogłam poczuć się dumna, że to ja doprowadziłam je do tak intensywnej barwy. Przełknęłam głośno ślinę, kiedy wysunął lekko język i przejechał nim po swoich wargach. On mnie właśnie uwodził, a to sprawiło że zrobiło mi się bardzo gorąco. Był tak blisko, że czułam na sobie jego przyspieszony oddech.
Przywarł do mnie nagle, ponownie atakując moje usta. Wsunął swoje duże dłonie pod moje ciało, aby maksymalnie zmniejszyć odległość między nami. Odczucie na sobie jego ciężaru i ciepła, rozpaliło we mnie wszystkie zmysły. Chyba zwariowałam. Boże. Zmierzwiłam jego brązowe loki, które moim zdaniem dodawały jego czarnemu charakterowi trochę uroku i chłopięcej słodyczy. Pociągnęłam za nie, na co z jego ust wydobył się cichy jęk. Wiedziałam już, że to jego wrażliwy punkt. Być może zapuszczał włosy właśnie dla takich przyjemności.
Przygryzł moją wargę, ciągnąc za nią delikatnie. Uwielbiałam, kiedy się ze mną drażnił. Zaczynałam rozumieć, że każda jego zaczepka, zadziorny uśmieszek i nieprzyzwoite słowa odpychały mnie od niego tylko na pozór. Tak naprawdę, w głębi duszy pociągało mnie to i byłam pewna, że on był tego świadomy. Ha, dałabym sobie uciąć rękę, że taki był cel jego każdego ruchu. To w jaki sposób się do mnie odzywał, to jak bardzo na mnie napierał, jego apodyktyczność i kontrola nade mną. To wszystko musiało być zaplanowane. I choć sama bym w to niedawno nie uwierzyła, to właśnie to zachowanie przyciągało mnie do niego. Jego tajemniczość. Zawsze był dla mnie zagadką. Podczas kiedy on grał czarny charakter, ja potrafiłam zobaczyć w nim przejawy dobrego, zwyczajnego chłopaka, który potrafił mnie rozbawić. 
Harry zszedł z pocałunkami nieco niżej. Odchyliłam głowę, kiedy muskał moją szyję, aby dać mu większy dostęp i zaczerpnąć jeszcze więcej przyjemności. Jego dłonie wędrowały po moim ciele, sprawiając, że miliony dreszczy przebiegały po nim, a ja wyginałam się pod jego ciężarem. Skubał palcami dół mojej koszulki i zaczął podwijać ją do góry. Robił to tak niezwykle wolno, że doprowadzał mnie tym do szału. Kącik jego ust uniósł się do góry, kiedy spostrzegł moje rozdrażnienie. W końcu przeciągnął mi koszulkę przez głowę i odrzucił ją w bok, tak że wylądowała na drewnianych panelach jego sypialni. Jego oczy rejestrowały każdy możliwy kawałek mojego nagiego ciała, co trochę mnie skrępowało. Nigdy nie uważałam się za zgrabną osobę, choć często zbierałam komplementy na temat mojej idealnej figury. Mimo to, zawsze podchodziłam do siebie krytycznie i wytykałam sobie nawet najmniejsze wady.
Głowa chłopaka powędrowała do mojego biustu, gdzie zaraz poczułam jego język. Te pocałunki z połączeniem łaskoczących moją skórę włosów Harry'ego wprawiały mnie w cudowny stan. Musiałam przyznać, że już dawno nie czułam się tak dobrze. Naprawdę dobrze.. Jego dłonie masujące moje piersi sprawiały, że cała drżałam. Z takim tempem i umiejętnościami bruneta pewnie za chwilę bym doszła. Wiedziałam, że sprawdzał moją wytrzymałość. Bawił się mną, chcąc doprowadzić mnie do obłędu.
Położyłam dłonie na jego brzuchu i zepchnęłam z siebie jego ciało. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, usiadłam na jego ciele okrakiem, a jego zdezorientowanie niemal znikło. Wsunęłam dłonie pod jego czarny T-shirt i wodziłam nimi ku górze, tym samym podciągając materiał i ukazując jego umięśniony tors. Postanowił mi pomóc i sam ściągnął z siebie koszulkę, rzucając ją w to samo miejsce, gdzie wylądowała moja. Miałam go teraz półnagiego pod sobą i tym razem to ja mogłam podziwiać jego ciało. Dotykałam jego twardych mięśni i nie mogłam przestać wyobrażać sobie, jak pracuje na siłowni. Przelotnie spojrzałam na jego twarz, a ten wpatrywał się we mnie, jak z zafascynowaniem studiowałam jego tatuaże. Wszystkie były piękne i cały on był równie piękny. Wyglądał jak anioł, z tymże nieco zbuntowany. Moją największą uwagę przykuł tatuaż na jego piersiach. Były to dwie jaskółki zwrócone do siebie, które zapewne symbolizowały wolność. Chciałabym, żeby Harry poczuł się wolny. I nie chodziło mi o rzeczy, które robił, bo cóż, w tym wypadku był zdecydowanie wolnym człowiekiem, który nie liczył się z konsekwencjami swoich czynów i nie myślał o jutrze. Myślałam raczej o tym, aby wyzwolił się od wyrzutów sumienia, dręczących myśli, przeszłości, która nie pozwalała mu iść w pełni na przód. Nie powinien obwiniać się za to co się stało.
Chłopak podciągnął się do góry i pocałował moje usta, tym samym odrywając mnie od rozmyślania. Kiedy poruszyłam biodrami, aby wygodniej się usadowić, poczułam twardość wpijającą się w mój tyłek. Rozszerzyłam oczy w zaskoczeniu, że doprowadziłam go do erekcji. Usłyszałam zduszony dźwięk, który wyrwał mu się z ust. Zdałam sobie sprawę, że to już nie tylko gierki i, że za chwilę mogłoby dojść do czegoś więcej niż tylko gorących pocałunków. Słowa Tylera znów dostały się do mojej głowy i odbijały echem. Ale teraz chyba nie miały większego znaczenia. Doszłam naprawdę daleko z Harrym i czułam, że chcę pójść jeszcze dalej. Im dłużej wpatrywałam się w niego, tym ciężej było mi powiedzieć 'stop'. Nie chciałam się zatrzymywać. Chciałam dalej czuć jego bliskość i poczuć się wolna, jak on. Chciałam to zrobić i nie zadręczać się tym następnego dnia. I nie miałam żadnych wątpliwości, kiedy jego palce zajęły się rozpinaniem mojego stanika. Czułam jednak wahanie z jego strony i nie wiedziałam co one oznaczało.
     - Każ mi przestać. - Wydusił cicho, jakby sprawiało mu to ból. Zamknął oczy i musnął moje usta bardzo delikatnie, ledwie mogłam to poczuć. - Nie zrobię tego, Sky.
Jego głowa opadła na poduszkę, a ja wpatrywałam się w niego nieodgadnionym wzrokiem. Nie, nie, nie! To, że właśnie ukrył swoją twarz w dłoniach i pocierał ją nimi, nie znaczyło niczego dobrego. On właśnie wycofał się z seksu! Cholera. Oddałam mu się, odrzucając wszelkie wątpliwości, a on ze mnie zrezygnował. Nie chciał mnie.
     - O mój Boże.. - Nie zdołałam wydobyć z siebie niczego więcej. Czułam się zażenowana, jak nigdy dotąd. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, a nie mogłam dopuścić do tego, aby zobaczył moją rozterkę. Przerzuciłam nogę nad jego ciałem i pospiesznie zeskoczyłam z łóżka. Podniosłam z podłogi swoją koszulkę i wychodząc z pokoju do łazienki, założyłam ją na siebie. Zamknęłam za sobą drzwi i przekluczyłam w nich zamek. Wypuściłam powietrze, które cały czas wstrzymywałam i przeczesałam nerwowo włosy. Jak mogłam być tak potwornie naiwna i wpakować mu się do łóżka?! Przyjmowałam ochoczo jego każdy pocałunek, wiłam się pod nim, kiedy on mnie nawet nie chciał. Potrzebował tylko rozładować na kimś swoje emocje, a ja byłam pod ręką. I czego ja się spodziewałam ? Że spędzę z nim cudownie romantyczną noc, a potem będziemy chodzić za ręce i robić sobie przesłodkie zdjęcia ? Idiotka.
Czułam, że wszystko zostało właśnie zburzone. Nie mogłam ukryć, że mnie to dotknęło. Harry właśnie mnie odrzucił, a teraz tkwiłam zamknięta w jego łazience i nie wiedziałam co mam zrobić. Mogłam spędzić całą wieczność skulona w jego białej wannie, uciec przez okno albo wyjść stąd i zmierzyć się z Harrym.
Kiedy już ochłonęłam, postanowiłam wyjść z łazienki. Chłopak siedział na skraju łóżka i oderwał swój wzrok od okna, przenosząc go na mnie. Przygryzałam wnętrze swojego policzka, czując się zakłopotana. Wydawało się, że nawet on nie wiedział co powiedzieć. Patrzeliśmy na siebie w ciszy i te parę minut trwało w nieskończoność.
     - Myślę, że powinnam iść do domu. - Odezwałam się na pozór pewnym głosem. Nie chciałam tu zostać ani chwili dłużej. To było dla mnie zbyt upokarzające, po tym co przed chwilą miało tu miejsce.
     - Nie bądź bezmyślna, Skyler! - Obruszył się. Wstał na nogi i podszedł do mnie stanowczym krokiem. - Chyba nie myślisz, że puszczę cię w środku nocy.
Cóż, miał rację mówiąc, że to bezmyślne. Miałam spory kawał drogi do domu, a o tej porze nie mogło być bezpiecznie na zewnątrz, a ja miałam na to spore dowody.
     - Chyba nie myślisz, że możesz o mnie decydować, Harry! - krzyknęłam równie głośno co on. Zacisnął usta w wąską linie i widziałam, że zmaga się z powstrzymaniem agresji. Ale już miałam to gdzieś. Cieszyłam się, że tak właśnie się stało. Wyszłam jak najprędzej z jego mieszkania, a zanim zamknęłam za sobą drzwi usłyszałam trzask tłuczonego szkła. To już nie mój interes.
      Było mi tak głupio. Chciałam znaleźć się w swoim domu, w swoim łóżku i zapomnieć o tej sytuacji, zapomnieć o Harrym. To pieprzony kretyn, który zawrócił mi w głowie, a potem oświadczył, że nie może. Zwabił mnie. Chciał mi udowodnić, że mógłby mnie przelecieć. Jestem pewna, że właśnie o to mu chodziło. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że miał rację. Wystarczyło, że pokazał przede mną swoją jasną stronę, a ja już wylądowałam w jego łóżku.
     Droga do domu zajęła mi ponad godzinę. Chodzenie w nocy po mieście nie jest najbezpieczniejsze, ale byłam tak zaaferowana, że nie liczyłam się z tym, jakie zagrożenia skrywała w sobie ciemność.
     Delikatnie pchnęłam drzwi wejściowe i modliłam się, aby nie było słychać żadnego hałasu. Zdjęłam buty i na palcach zaczęłam stąpać w stronę schodów. O mało nie krzyknęłam, kiedy nagle zapaliło się światło, a w wejściu do sypialni rodziców stanęła mama. Miała założone ręce na brzuchu i wściekłą minę, co nie wróżyło niczego dobrego.
     - Gdzie byłaś?! - wrzasnęła i podeszła do mnie, nie pozwalając mi na ucieczkę. - Miałaś być u Perrie razem z twoją siostrą, a tymczasem ty zakradasz się tutaj w środku nocy!
     - Ja.. - jęknęłam i zacięłam się. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Szczerze zapomniałam o mojej siostrze. Moja mama nie była głupia i wiedziałam, że jej nie okłamię. Mimo wszystko musiałam grać na zwłokę. - Pokłóciłam się z Perrie i postanowiłam wrócić. - wymyśliłam na biegu i dopiero po wypowiedzeniu tego uzmysłowiłam sobie jak żenujące to było.
    - Oh, masz jeszcze czelność kłamać?! Masz mnie za głupią?! - jej wściekłość jeszcze bardziej narastała, a ja kuliłam się przed nią jak przestraszony szczeniaczek. - Pytam ostatni raz. Gdzie byłaś ? - wycedziła.
     - Przecież ci powiedziałam! Byłam u Perrie, posprzeczałyśmy się i nie miałam ochoty tam siedzieć, więc wróciłam! - postanowiłam trzymać się swojej wersji.
     - Kłamiesz! - uniosła się sfrustrowana.
     - Jestem zmęczona, mamo. Pozwól mi iść do siebie. - powiedziałam spokojnie i ruszyłam w stronę schodów. Chciałam uciec od tej konfrontacji. Ona mi nie wierzyła, a ja jeszcze pogarszałam swoją sprawę. Nigdy nie zawiodłam moich rodziców. Ufali mi w każdej sytuacji, a teraz wszystko zniszczyłam. Kiedy myślałam już, że mi odpuściła, ta chwyciła mnie za ramię i szarpnęła w swoją stronę. Spojrzałam na nią przestraszona.
     - Ty pachniesz męskimi perfumami. - powiedziała z niedowierzaniem. Zbliżyła się do mnie i chwyciła pasmo moich włosów, aby je powąchać. - I papierosami! - krzyknęła. Patrzyłam na nią z wielkimi oczami, wiedząc, że już po mnie. Jej twarz wyrażała tylko obrzydzenie do mnie. Nagle wymierzyła mi siarczysty policzek, a moją głowę aż odrzuciło. Przyłożyłam dłoń do promieniejącego bólem miejsca i z niedowierzaniem spojrzałam na nią.
      - Nie tak cię wychowałam. - pokręciła głową zawiedziona. - Byłaś u jakiegoś chłopaka, robiłaś z nim nie wiadomo co, paliłaś, włóczyłaś się po nocy, skłamałaś.. W głowie mi się to nie mieści.. - prychnęła. - Masz zakaz wychodzenia z domu, rozumiesz ? Masz zakaz spotykania się z tym chłopakiem ! I zniknij mi z oczu. - dramatycznie wskazała palcem na schody, a ja zrezygnowana pobiegłam na górę.
     Jak tylko zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i zsunęłam na dół. To była ta chwila, kiedy wszystko we mnie pękło. Wszystko co w sobie dusiłam, teraz wyszło na zewnątrz. Nie miałam już siły powstrzymywać łez. Miałam ochotę krzyczeć, lecz zamiast tego zagryzłam wargi tak mocno, że zaczęły krwawić. W głowie miałam tylko obraz Harry'ego, który ze mnie rezygnuje. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mnie to zraniło. Świadczyło to o tym, że zaczęło mi na nim zależeć. Próbowałam wyprzeć to uczucie, bo tak nakazywał mi rozum. Mogłam nie wściekać się tak na Tylera, bo miał stuprocentową rację. Byłam tylko kolejną laską, którą Harry zamierzał przelecieć w swoim łóżku. I chyba jako jedyną, którą z tego łóżka wyrzucił. Widocznie nie byłam dla niego zadowalająca. A ten fakt bolał najbardziej. Nie byłam dla niego dobra.


____________
Krótkie, krótkie, ale na razie muszę pomyśleć o dalszych rozdziałach, bo mam pomysł na rozwinięcie, ale muszę go dobrze przemyśleć i uporządkować.

wtorek, 3 marca 2015

TEN

      Oparłam się o samochód na szkolnym parkingu i spojrzałam zniecierpliwiona na zegarek. Obiecałam Faith, że po szkole pojedziemy do centrum, a ta jeszcze nie wyszła z budynku, choć wszyscy już dawno go opuścili. W końcu otworzyła drzwi i zbiegła ze schodów w moim kierunku. Nie wyglądała na zadowoloną, a kiedy już była tuż obok mnie pozwoliła sobie na parę przekleństw.
     - Wyobraź sobie, że ten stary babsztyl kazał mi zostać po lekcji, bo nie zachowuję się jak należy. Ona się na mnie uwzięła! - wyjaśniła mi swoje zachowanie, wsiadając do auta.
     Cóż, moja siostra nigdy nie była dobrą uczennicą i zawsze kłóciła się z nauczycielami, więc przyzwyczaiłam się już do wysłuchiwania jej szkolnych historyjek. Wyjechałam z parkingu i pokierowałam się do centrum handlowego. To była nasza tradycja, aby co piątek się tam wybierać. Faith uwielbiała zakupy i po całym tygodniu szkoły tylko to mogło poprawić jej nastrój na weekend. Często było tak, że mnie wcale nie chciało się szukać niczego, a wtedy to ona wybierała dla mnie ubrania i kazała mi przymierzać.
      Usiadłam na ławce, kiedy moja siostra zniknęła w kolejnym sklepie, a ja po prostu postanowiłam trochę odpocząć, bo moje nogi odmawiały już posłuszeństwa. Upiłam łyka ulubionej kawy z Costy i usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Jak się okazało była to wiadomość od Harry'ego, który poinformował mnie, że przyjedzie po mnie o 7 pm. Mimowolnie się uśmiechnęłam na myśl, że pojadę z nim dziś na wyścig. Cały dzień w szkole myślałam tylko o tym, jak będzie wyglądać ten wieczór, a byłam pewna, że będzie inny niż wszystkie chwile, które spędziłam wspólnie z tym chłopakiem. Za każdym razem działo się coś złego, kłóciliśmy się i doprowadzaliśmy się nawzajem do szału, a teraz Harry zaprosił mnie tak jakby na randkę! Chociaż czy mogę nazwać to randką? Sama nie wiem, ale mimo wszystko chciał, żebym z nim pojechała. Wiadomo, że Faith chciałaby jechać na wyścigi z Niallem, a wtedy ja też musiałabym jechać, więc tak czy siak, byłabym tam, a on poprosił abym pojechała z nim.
     - Co się tak szczerzysz do tego telefonu ? - znienacka doszedł do mnie głos Tylera. Obróciłam szybko głowę w jego stronę i zablokowałam ekran komórki, aby schować ją do torebki. Byłam zaskoczona jego obecnością tutaj. Od czasu bójki widziałam go tylko wtedy, gdy oddawałam mu naprawiony samochód i czasem minęliśmy się w szkole. Nie mówiłam mu o tym co Harry mi powiedział i nawet nie miałam tego w planach. Myślę, że to nie w porządku, że ludzie nie znają prawdy a rozpowiadają to co usłyszeli, ale nie mogłam wykorzystać faktu, że Styles postanowił mi o wszystkim powiedzieć i teraz nawracać ludzi. To była decyzja tylko i wyłącznie jego, aby nikomu się nie tłumaczyć. Choć przyznam, że było to nieco denerwujące, gdy Tyler mówił takie rzeczy o Harrym, a ja wiedząc, że to nieprawda mogłam tylko przytakiwać.
     - Przecież nie będę płakać. - odparłam wymijająco. - Co tutaj robisz ?
     - Musiałem kupić parę rzeczy. Faith jak zwykle ogarnięta szaleństwem zakupowym ?
     - Oh, tak. Musiałam odpocząć chociaż przez chwilę.
     - Słuchaj, w sumie fajnie, że na ciebie wpadłem, bo chciałem zapytać czy nie poszłabyś ze mną wieczorem do kina ? Mam dwa bilety na naprawdę fajny film, a kumpel w ostatniej chwili odwołał wypad i pomyślałem, że może ty mi potowarzysz ? - spojrzał na mnie z nadzieją w oczach, a mi zrobiło się naprawdę niezręcznie. Ostatnio wszystko co wiązało się z moim przyjacielem robiło się dyskomfortowe, a ja znacznie się od niego oddalałam.
     - Uhm.. właściwie to mam zajęty wieczór, Ty. - powiedziałam przepraszająco.
     - Oh, no tak. Spoko. - odparł zgaszony. - To co będziesz robić ? - po chwili zapytał zaciekawiony. Nie odrywał oczu od mojej twarzy, tak jakby szukał odpowiedzi w moich oczach czy mimice.
     - Speed Event. - wyjaśniłam krótko i wiedziałam, że mogę się spodziewać ostrzeżeń z jego strony.
     - Speed Event ? Poważnie ? Nie powinnaś tam chodzić Sky, to niebezpieczne. Sama wiesz jacy tam są ludzie, ja już raz oberwałem.
     - Może ci się należało. - mruknęłam pod nosem, rozjuszona jego zbyt opiekuńczym zachowaniem i miałam nadzieję, że tego nie usłyszał.
     - Słyszałem to Sky. Myślałam, że jesteś rozsądniejsza, ostatnio cię nie poznaję. - odparł z wyrzutem.
     - Przestań zachowywać się jak mój ojciec, Tyler! Rozumiem, że się martwisz i jestem ci wdzięczna, bo to świadczy o tym jak dobrym przyjacielem jesteś, ale ja nie potrzebuję takiego przyjaciela, który traktuje mnie jak dziecko. Potrafię sama o siebie zadbać.
      - Nie wątpię w to, szczególnie wtedy jak pijana uciekasz przed napaleńcami, a wtedy prosisz mnie o wybawienie.. - parsknął.
      - O.. nie wierzę, że to powiedziałeś, Tyler. To zbyt dużo, nie sądzisz ?
      - Po co tam idziesz Skyler ? Po co ci te wyścigi ?
      - Chcę mieć siostrę pod kontrolą, a po za tym lubię je. Sam chyba dobrze wiesz, jak dobra to zabawa, co nie ?
      - Przestań być taka ironiczna.
      - Przestań być takim sztywniakiem.
      - A więc teraz jestem sztywniakiem ? Wolisz się obracać w towarzystwie Harry'ego Stylesa ? Może już dałaś mu dupy, jak każda naiwna dziewczyna?
      W tym momencie już nie wytrzymałam i moja dłoń mocno uderzyła o jego policzek. Chłopak złapał się za czerwieniejące miejsce i spojrzał na mnie zszokowany. Jak on mógł mówić takie rzeczy ? Tak robią przyjaciele ? Pokręciłam głową z niedowierzaniem i wstałam z ławki. Wrzuciłam pusty kubek do kosza i zniknęłam w środku sklepu, w którym powinna być moja siostra. Byłam naprawdę wkurzona na Tylera. Myślałam, że ma o mnie lepsze zdanie. Nie wierzyłam, że w taki sposób przekreślił naszą przyjaźń. Chciało mi się płakać, ale złość, która się we mnie gotowała wyparła wszelkie łzy. Kiedy znalazłam Faith, poprosiłam ją abyśmy już wracały. Chyba domyśliła się, że miałam niezbyt dobry humor, bo nawet nie próbowała się stawiać. Zapłaciła za swoje rzeczy i wróciłyśmy do samochodu. Przez drogę musiałam opowiedzieć jej o całym zajściu, inaczej nie dałaby mi spokoju. Jak widać, nie tylko ja byłam zniesmaczona zachowaniem Tylera, które uważałam za przyjaciela, a potraktował mnie jak wroga. Cieszyło mnie to, że cokolwiek by się nie stało miałam siostrę po swojej stronie. Mogłyśmy się kłócić o głupstwa, ale jedna skoczyłaby w ogień dla drugiej.
      Do samego wieczora leżałam w swoim pokoju i myślałam o tej kłótni. Nie wiem czym kierował się Tyler, ale naprawdę mnie tym wszystkim zranił. Chodziłam już z dziewczynami na te wyścigi i nie miał nic przeciwko temu. Sam nawet brał w nich udział, a teraz chciał mi przemówić do rozsądku, że to niebezpieczne ? Oczywiście, że to było niebezpieczne, ale w pewien sposób chłopaki sprawiali, że nie czułam zagrożenia.
     Kiedy samochód Harry'ego zaparkował pod moim domem, szybko wciągnęłam czarne Conversy na stopy i wybiegłam z domu. Wprawdzie mój humor nie był już tak dobry jak jeszcze rano, ale nie chciałam niszczyć tego wieczoru. To miała być szansa na odbudowanie, a raczej zbudowanie od podstaw mojej relacji z tym chłopakiem i nie mogłam pozwolić aby cokolwiek wpłynęło na to.Wsiadłam do Mustanga i kiedy zobaczyłam ten charakterystyczny uśmiech Harry'ego od razu zrobiło mi się nieco lepiej.
     - Hej. - powiedziałam cicho, rozszerzając nieco usta w uśmiechu.
     - Hej. - odpowiedział, również szeptem.
     Całą drogę spędziliśmy w ciszy i nie była ona ani trochę krępująca. Wręcz przeciwnie, było to przyjemne po tych wszystkich sporach, jakie przeszliśmy. Miałam dość kłótni z nim, one były wykańczające. Jeszcze niedawno nie chciałam mieć do czynienia z tym chłopakiem, ale po tym, jak mi o sobie opowiedział, dostrzegłam w nim kogoś więcej niż tylko niebezpiecznego nieznajomego. Jeśli się w to wgłębić, przeżył tragiczny wypadek, w którym stracił siostrę i jej chłopaka, który był dla niego wzorem do naśladowania. Jego rodzice wyparli się go i obarczyli go winą za stratę córki, co spowodowało, że cały czas się obwiniał i nie potrafił sobie wybaczyć. Mimo wszystko wyszedł na prostą i za to go podziwiałam. Nie skończył z sobą, tak jak pewnie wielu by zrobiło. Stanął na nogi i postanowił żyć dla nich. Jeździł w wyścigach dla nich, dzięki temu mógł odczuć jakąś ich cząstkę w sobie. Z tego wszystkiego moje oczy zrobiły się szklane, było mi naprawdę przykro. Zamrugałam parę razy, a kilka słonych łez spłynęło po moim policzku. Odwróciłam się do okna, aby tego nie zauważył, ale wydawało mi się, że on i tak spostrzegł moją rozterkę, bo położył swoją dłoń na moim kolanie i ścisnął je delikatnie, jakby chciał dodać mi otuchy. Spojrzałam na niego wdzięcznie.
     - Co się dzieje ? - zapytał skonsternowany, kiedy zatrzymał się na czerwonym świetle.
     - Nic. Ja tylko.. myślę, że miałeś ciężko w życiu. - wytłumaczyłam, nie odrywając od niego oczu. Jego usta rozchyliły się ze zdziwienia, chyba nie sądził, że będę myśleć o jego historii, ale cóż, to wszystko w pewien sposób mnie dotknęło.
     - Sky, nie martw się tym. - uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco. - Nie chcę, żebyś o tym myślała, okej ?
      Pokiwałam głową na zgodę, a on roztrzepał dłonią moje włosy, na co się zaśmiałam. Nie mogłam uwierzyć, że ten Harry Styles miał swoją uroczą stronę. Żadne z nas już się nie odezwało. Raz po raz spoglądałam na niego, obserwując mimikę jego twarzy. Śmieszyło mnie, jak marszczył brwi w skupieniu. Cały czas próbował przyłapać mnie na zerkaniu na niego, ale za każdym razem szybko odwracałam głowę w drugą stronę, triumfalnie się uśmiechając.
     Zaparkował tuż obok samochodu Zayna. Tak myślałam, że było to ich stałe miejsce. Wyszłam z samochodu i momentalnie zaciągnęłam moją skórzaną kurtkę ciaśniej, bo było nieco chłodno. Przywitałam się z chłopakami, jak i moją siostrą i Perrie, kiedy jakiś chłopak przez megafon zaczął zapowiadać wyścig.
     - Kto się ściga, wjeżdża na start! Uwaga: dzisiaj ścigamy się z pasażerami! - krzyczał do tłumu ludzi. Wszyscy zaczęli piszczeć i krzyczeć z podekscytowania. Rozejrzałam się wkoło i dostrzegłam idącą w naszą stronę blondynkę, której widok oczywiście mnie nie zachwycił. Podeszła pewnie do nas i zawiesiła ramię na Harrym, a mnie naszła ochota, aby zrzucić te jej łapska.
     - Przewieziesz mnie, Harry ? - spytała przesłodzonym głosem, patrząc na niego maślanymi oczkami. Widziałam zakłopotanie malujące się na twarzy chłopaka i chyba zastanawiał się co jej odpowiedzieć. Była naprawdę żenująca. Myśl, że mogłaby z nim być w jednym samochodzie, sprawiła, że po chwili odezwałam się ja.
     - Tak właściwie to.. ja z nim jadę. - powiedziałam, mając nadzieję, że to nie był błąd. Obydwoje spojrzeli na mnie zaskoczeni, tak samo jak dziewczyny, Zayn i Niall. Pewnie myśleli, że nigdy bym się nie odważyła wziąć udziału w wyścigu, cóż, ja też. Ale w końcu jechałam już z Harrym, kiedy uciekaliśmy przed policją. Nie mogło być przecież gorzej, a po za tym miałam nadzieję, że zapunktuję tym u zielonookiego.
     Nie mogąc wytrzymać presji przez te wszystkie spojrzenia skupione na mnie, chwyciłam Harry'ego za rękę i pociągnęłam w kierunku samochodu. Zatrzymał mnie zanim wsiadł i odwrócił w swoją stronę. Tak naprawdę nie wiedziałam nawet, czy on chciał mnie jako swoją pasażerkę. Pewnie się tylko ośmieszyłam. Spojrzałam na swoje buty i zastanawiałam się co teraz mi powie.
     - Jesteś pewna ? - zapytał, chcąc się upewnić, a ja tylko kiwnęłam głową. Wsiadłam do samochodu chcąc uniknąć jego pytań.
     Podjechaliśmy na linię startu, stając między innymi samochodami. Patrzyłam na zewnątrz nieco przerażona. Wszyscy skakali i krzyczeli imiona swoich faworytów, to wyglądało jak jakaś dzicz. Cały ten wyścig wyglądał całkiem inaczej od tej strony. Spojrzałam na Harry'ego i chyba zrozumiał, że byłam trochę wystraszona. Pochylił się nade mną, aby zapiąć mi pasy bezpieczeństwa. Jego twarz była tak bliska mojej i nawet nie zdawałam sobie sprawy, że wstrzymałam oddech.
     - Odpręż się, to czysta przyjemność, jeśli tylko mi zaufasz. - szepnął mi do ucha, po czym przygryzł delikatnie jego płatek. Kiedy się odsunął, wypuściłam z ust wstrzymywane powietrze. Moje policzki zapiekły a uczucie gorąca rozlewało się w moim brzuchu. Powinnam była już się przyzwyczaić do tych niekontrolowanych reakcji na bruneta. To było szalone, powtarzałam sobie w głowie, że wszystko będzie dobrze, ale naprawdę byłam trochę przerażona.
     Na środek wyszła ta sama dziewczyna co zwykle i zaczęła wymachiwać chorągiewkami. Odliczałam w głowie sekundy, zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w ryk samochodów. Chłopaki dla podsycenia emocji palili gumę, tworząc wkoło kłęby kurzu i dymu, a kiedy chorągiewki poszły w dół, ruszyli z piskiem opon. Dosłownie czułam jak wciska mnie w fotel. Otworzyłam szeroko usta z wrażenia i starałam się nie wydać z siebie żadnego pisku. Patrzyłam przez szybę na przeciwników, którzy próbowali zająć naszą pozycję. Czułam jak strach przepędza adrenalina i już po pierwszym zakręcie nie czułam nic po za wielkim podekscytowaniem. Myliłam się myśląc, że to będzie tak samo, jak uciekanie przed policją. Tutaj mieliśmy zamknięty tor i masę samochodów za nami, a każdy jeden chciał strącić nas z trasy. Patrzyłam na Harry'ego, który był niesamowicie opanowany i skupiony na tym co robił. I wtedy zrozumiałam dlaczego tutaj przyjeżdżał. To uczucie było nie do opisania i z pewnością pozwalało mu na chwilę ukoić ból i gniew, który tłumił się w nim. Po kilku okrążeniach zatrzymaliśmy się na mecie, jako pierwsi. Próbowałam unormować swój przyspieszony oddech. Spojrzałam na chłopaka obok. Opierał głowę o zagłówek i odetchnął głęboko. Przyłapał mnie na gapieniu się i rozszerzył swoje usta w uśmiechu.
     - To było.. - wydusiłam z siebie dwa słowa i zamilkłam, aby wybrać odpowiednie określenie.
     - Szalone. Wiem. - dokończył za mnie, a ja zaczęłam się śmiać. Patrzył na mnie skonsternowany moją reakcją na to wszystko, ale po chwili dołączył do mnie i oboje siedzieliśmy w tym samochodzie, śmiejąc się w zaparte.
     Kiedy wysiedliśmy, musiałam postarać się, żeby nie upaść, bo po takim wyścigu moja równowaga była nieco zaburzona. Chłopaki szybko podbiegli do Harry'ego, aby mu pogratulować, a on wydawał się tym niewzruszony, zapewne z przyzwyczajenia. Widziałam, jak moja siostra zmierza w moją stronę, ale nim zdążyła do mnie podejść, na Brookland wjechało pełno radiowozów. Wtedy zaczęło się istne szaleństwo, bo wszyscy chcieli jak najprędzej stąd zwiać. Widziałam, jak Zayn ciągnął Faith i Perrie do jego samochodu, a ja porozumiewawczo spojrzałam na Harry'ego i zniknęłam w środku jego Mustanga.
      - Kurwa! Nie rozumiem, skąd się tu wzięli. - przeklął i ruszył przed siebie, starając się nie wpaść na jakiś radiowóz. - Jest ich więcej niż zazwyczaj.
     Widziałam, że podążali za nami trzy samochody policyjne. Wyjechaliśmy na miasto, a Harry manewrował między uliczkami, starając się ich zgubić. W pewnym momencie poczułam wibracje w kieszeni mojej kurtki. Wyciągnęłam komórkę i odczytałam wiadomość od Tylera. "Zadbałem o bezpieczeństwo, więc mam nadzieję, że dobrze się bawisz :) ". Momentalnie zacisnęłam ze złości szczękę. Oczywiście, że on to zrobił! Był zły na mnie, bo wolałam iść na wyścig, niż do kina z nim, dlatego poinformował policję o Speed Event. To wyjaśniało, dlaczego było ich tak dużo. Zazwyczaj przyjeżdżało kilka radiowozów, aby spatrolować miejsce, a dzisiaj ewidentnie było ich masę, tak jakby wiedzieli, że na Brooklands odbywają się nielegalne wyścigi.
     - Cholera, zaraz skończy się paliwo. - oznajmił głosem przesyconym złością. Wjechał w jakąś ciemną uliczkę, potem jeszcze kilka razy skręcił, aż znaleźliśmy się w jakimś zaułku. - Idziemy pieszo, moje mieszkanie jest kilka kroków stąd.
     Zaciągnął kaptur bluzy na głowę, nie chcąc aby rozpoznali go policjanci. Cały czas przejeżdżał koło nas jakiś radiowóz. Złapał mnie za rękę, abyśmy wyglądali jak typowa para nastolatków, która postanowiła wyjść na nocny spacer. To wcale nie takie typowe, ale chyba nic co było związane z nim takie nie było.
     - Nie przestajesz mnie zaskakiwać, Skyler. - odezwał się nagle, przerywając ciszę i napięcie, które można było wyczuć w powietrzu. Spojrzałam na niego nie za bardzo wiedząc o co mu chodzi. - Nie sądziłem, że jesteś zdolna jechać ze mną w wyścigu. - zaśmiał się, kręcąc głową, jakby nie mogło przejść mu to przez myśl. - Co ta zazdrość z wami robi, kobiety.
     - Zazdrość ? - prychnęłam, starając się brzmieć przekonująco. Sama nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że zrobiłam to z zazdrości.
     - Nie wyprzesz się, Sky. Widziałem twoje mordercze spojrzenie. - nabijał się ze mnie, a ja zalewałam się czerwienią na twarzy. Puściłam jego dłoń, aby założyć swoje ręce na brzuch. Czułam się naprawdę żałośnie i sama nie mogłam uwierzyć w moje zachowanie.
     - Oh, Sky. Nie musisz się wstydzić. - zatrzymał mnie i podniósł moją brodę do góry, tak abym patrzyła mu w oczy. Jego twarz promieniowała radością. - Naprawdę mi to schlebia. Słonko. - ostatnie słowo szepnął niezwykle cicho, a jego usta otarły się o moje. Uśmiechnęłam się lekko, przypominając sobie, kiedy ostatnio tak do mnie mówił i tym razem to naprawdę mi się spodobało. Jego ciepły oddech na mojej skórze, spowodował, że miałam niesamowitą chęć pocałowania jego ust. Zganiłam się za to w myślach i szybko odsunęłam od niego, bo stało się to dla mnie dość krępujące. Harry znów chwycił po moją dłoń i prowadził mnie do swojego mieszkania, gdzie byłam zmuszona zostać do rana.
     - Dostałaś smsa w samochodzie. - przypomniał sobie, kiedy usiadł na kanapie i włączył telewizję. Zesztywniałam na samą myśl o tej sprawie z Tylerem. Nie byłam pewna czy powinnam powiedzieć Harry'emu o tym, że to właśnie on poinformował policję, ale z drugiej strony, dlaczego miałabym go kryć, skoro on zachowywał się jak palant względem mnie?
     - Uhm.. właśnie. - mruknęłam pod nosem, zwracając na siebie jego uwagę. - To Tyler zadzwonił na policję i zgłosił wyścig.
     Obserwowałam jego reakcję, mając nadzieję, że nie wkurzy się za bardzo. Po takim spokojnym wieczorze spędzonym z nim, nie miałam najmniejszej ochoty na kolejne krzyki. Patrzył na mnie beznamiętnie, ale jego szczęka napięła się momentalnie. Zacisnął dłonie w pięści, wstał z kanapy i podszedł do ściany, aby po chwili przywalić w nią z całej siły. Patrzyłam na niego wystraszona, nie lubiłam tej jego strony i chyba niepotrzebnie mu o tym powiedziałam. Oszczędziłabym tej całej sceny, w której Harry się wścieka i burzy wszystko na swojej drodze.
     - Mógłbym do niego teraz pojechać i rozjebać go. - wycedził przez zęby. Chodził w kółko, jego ciało było spięte i chyba zastanawiał się w co jeszcze uderzyć swoją pokrwawioną pięścią. Chciałam tego uniknąć, dlatego podeszłam do niego i złapałam za jego ramiona. Próbowałam go uspokoić, ale wydawało mi się, że żadne moje słowo do niego nie trafiało, a on sam był jak w amoku. W końcu odetchnął głęboko, a jego mięśnie się rozluźniły. - Mógłbym.. ale tego nie zrobię, bo mam tutaj ciebie.
     Rozszerzyłam oczy w zaskoczeniu na jego słowa. Nie sądziłam, że mógł powiedzieć coś tak.. uroczego. Tym razem to on złapał za moje ramiona i naprowadził mnie do ściany, aby przyprzeć mnie do niej. Oddychał głęboko, patrząc prosto w moje oczy. Jego zielone tęczówki zapłonęły dzikim pożądaniem. Jego dłonie miażdżyły moje, dwa razy mniejsze od jego. Przywarł swoimi ustami do moich aby całować je zachłannie. Nie oponowałam. Już nie kontrolowałam tego co działo się wokół mnie. Miałam wrażenie, że Harry podporządkował sobie mnie na dobre. Poddałam się mu. Małymi kroczkami prowadził mnie na ślepo i nawet nie spostrzegłam, kiedy stanęliśmy przed drzwiami jego sypialni. Zawahałam się nagle. Wiedziałam, że jeśli przekroczę z nim ten próg, nic go nie powstrzyma. Gdybym zrobiła ten mały krok, już nic nie byłoby takie jak wcześniej. Nie tak planowałam budować z nim nowej, lepszej relacji. Ale czy to było złe ? W głowie przeleciało mi wspomnienie słów Tylera. Postanowiłam szybko to z siebie wyrzucić i zignorować. Nie wahałam się długo i zdecydowałam się podjąć ryzyko. Zamknął za nami drzwi, a jego pocałunki stały się jeszcze bardziej żarliwe.



* * * 
Ktoś to jeszcze pamięta ? 
Sama się dziwię, że postanowiłam to wznowić po tylu miesiącach, ale coś mnie tchnęło.. 
Przepraszam, jeśli kogoś zawiodłam :)

niedziela, 17 sierpnia 2014

Nine

          Przeczesałam dłonią rozwiewane przez wiatr włosy, które plątały mi się na twarzy. Nienawidziłam tych poranków, kiedy musiałam chodzić do szkoły pieszo, z powodu mojej siostry, która zaczynała wcześniej i brała samochód. Perrie natomiast się rozchorowała i nawet nie mogłam się z nią zabrać. Cóż, czasami naprawdę miałam pecha. Na dodatek na dworze już robił się skwar i miałam nadzieję, że nie wpadnę do szkoły mokra od potu..
         Wykorzystując zapas czasu, jaki miałam, weszłam po drodze do Costy, aby kupić ulubioną kawę. Stanęłam w kolejce za wysoką blondynką, której zapachu jej natapirowanych włosów ledwo mogłam znieść. Wyjrzałam zza niej, aby sprawdzić jak radzą sobie za kasą, bo miałam na dzieję, że szybko stąd wyjdę. Niestety, klient, który właśnie zamawiał kawę, awanturował się z pracownicą, że podała mu nie taką, jaką zamawiał. Przeklęłam go w duchu, nie przestając obserwować. Naprawdę chciałam stąd już wyjść, ale nie miałam zamiaru rezygnować z kawy. Koleś był wysoki i mimo, że szczupły to dość postawny. Pewnie bym się wystraszyła na miejscu tej biednej dziewczyny. Chłopak miał na sobie czarne ubrania, poczynając od sportowych adidasów, przez obcisłe rurki i kończąc na bluzie, której kaptur miał założony na głowie. Co to za typ.
         Kiedy wręczono mu wreszcie jego upragniony napój, koleś odwrócił się, a ja o mało nie wpadłam na stolik, gdy odskoczyłam ze strachu. To był Harry.
         Odwróciłam głowę w bok i zakryłam twarz włosami, modląc się, aby tylko mnie nie zauważył. Poczułam jego charakterystyczny zapach, kiedy koło mnie przechodził. Blondyna przede mną mlasnęła ustami i obejrzała się za nim, podziwiając jego tyłek. Miałam ochotę przywalić jej w twarz.
         W końcu opuściłam kawiarnię z gorącym kubkiem w ręku. Rozejrzałam się wokoło, upewniając się, że brunet zdążył już się dostatecznie oddalić, tak abym już go nie spotkała. Nie widziałam go nigdzie, więc kontynuowałam swoją drogę do szkoły. Jego widok na nowo sprawił, że o nim myślałam. Nie widziałam go już ponad tydzień od ostatniej konfrontacji i chciałam, aby trwało to jak najdłużej.
         - Tak łatwo się przede mną nie ukryjesz, Skyler.
         Zabrakło mi tchu, gdy usłyszałam jego ochrypły głos. Zaskoczona, odwróciłam głowę do tyłu i mogłam zobaczyć jak blisko był. Miał nieco skwaszoną i poważną minę, a co dziwne, nie miał tego cwanego uśmieszku na swoich ustach. Postanowiłam go zignorować i przyspieszając kroku, ruszyłam do przodu. Słyszałam ciężki tupot jego butów za sobą, co było stresujące. Skręciłam w pierwszą, boczną uliczkę, jaka mi się trafiła, mając nadzieję, że takim samym sposobem go zgubię. Zaczęłam biec, chcąc się gdzieś schować, ale trafiłam na osiedle mieszkalne, gdzie wszędzie były ogrodzone płotami domy. Biegłam przed siebie, tym razem skręcając w prawo. Obejrzałam się za siebie i nie zobaczyłam go, co mnie w duchu ucieszyło. Jednak nie na długo, bo kolejny zakręt przyniósł okropną niespodziankę. Zderzyłam się z nim, a on wykorzystując to, pociągnął mnie za rękę w jakiś zaułek i przyparł do ściany, uniemożliwiając ucieczkę.
         - Przestań wiecznie uciekać, jak mała dziewczynka. - przewrócił oczami.
         - Wypuść mnie, albo zacznę krzyczeć. - warknęłam i spróbowałam go odsunąć, niestety na marne.
          - Naprawdę myślisz, że mógłbym ci coś zrobić ? - zapytał zirytowany i niekontrolowanie, zacisnął mocniej dłonie na moich nadgarstkach. Zaczęłam krzyczeć o pomoc, na co chłopak zakrył mi usta swoją dłonią. Wkurzyłam się i zrobiłam coś czego się nie spodziewał. Ugryzłam go.
          - Cholera ! - krzyknął.
          Spojrzałam w bok, a moje oczy rozbłysły, gdy zauważyłam jakiegoś mężczyznę przechodzącego obok. Nabrałam powietrza i już miałam krzyczeć, a wtedy Harry posunął się za daleko. Zamknął moje usta swoimi.
         Napierał na mnie mocno, abym nie zrobiła żadnego ruchu. Zakręciło mi się w głowie, pewnie upadłabym na ziemię, gdyby nie jego ciało. Odsunął się po chwili, gdy po facecie nie zostało ani śladu i patrzył na mnie swoimi zielonymi oczami. Oparł swoje czoło o moje i starał się unormować swój oddech.
          - Chcę tylko porozmawiać, Sky. - mruknął cicho, zamykając oczy.
          Od początku widziałam, że coś jest z nim nie tak. Był taki przygaszony i zły. W pewnym sensie zrobiło mi się go szkoda, ale to tylko dlatego, że jestem wrażliwą osobą. Nigdy nie lubiłam widoku smutnych ludzi.
          - Nie skrzywdzę cię. - dodał i otworzył oczy, a ja mu uwierzyłam.
          Skinęłam delikatnie głową, dając mu znak, że przestanę przed nim uciekać. Zrobił dwa kroki w tył, dając mi nieco przestrzeni. Zdałam sobie sprawę, że musiałam zachować się jak kretynka, uciekając przed nim, jak przed seryjnym mordercą. Miał rację, zawsze uciekałam, jak mała dziewczynka chowałam się przed tym, z czym nie chciałam się mierzyć.
          - Uhm..mam zaparkowany samochód koło Costy, pojedziesz gdzieś ze mną ? - zapytał. Był tak niepewny siebie, że chciało mi się śmiać.
          - Mam szkołę, Harry. - wyjaśniłam.
          - Może.. może mogłabyś się zerwać na jeden dzień ? Proszę ?
          - Ja.. nie wiem.
          - Proszę.
          - Okej.
          Zdecydowanie musiałam przespać całą drogę, bo gdy otworzyłam oczy zobaczyłam przepiękne wybrzeże. Fakt, że zabrał mnie nad morze jednocześnie poprawiał mi humor co napawał strachem, że to tak daleko od domu. To nie to, że się go bałam, po prostu nie wiedziałam czego mam oczekiwać i jak to wszystko się potoczy. Co jeśli znowu, by się w wkurzył i mnie tutaj zostawił ?
          Przeciągnęłam się, jednocześnie ziewając, co rozbawiło chłopaka. Widok jego szczerego uśmiechu był czymś naprawdę wspaniałym.
          - Nie śmiej się, straciłam przez ciebie kubek kawy. - bąknęłam, a on podniósł ręce w geście obronnym.
          Wyszliśmy z samochodu, od razu poczułam gorące powietrze na dworze. Żałowałam, że nie miałam na sobie stroju kąpielowego, chętnie bym się wykąpała w morzu. Podążałam za Harrym, który zajął jedną z huśtawek na plaży. Usiadłam na tej koło niego i wpatrywałam się w linię horyzontu. Uwielbiałam przyjeżdżać nad morze. Cieszyłam się, że jednak zgodziłam się z nim pojechać.
         - O czym myślisz ? - odezwał się po chwili.
         - O tym, że właśnie zabrałeś mnie nad morze.
         - Nie podoba ci się tu ?
         - Nie, jest świetnie, po prostu mnie zaskoczyłeś. - uśmiechnęłam się do niego. - Więc, o czym chciałeś porozmawiać ?
         Jego dobry humor nagle znikł. Patrzył prosto przed siebie i zaciskał szczękę. Poczułam się tego winna, ale w końcu to on chciał rozmowy i to on mnie tu przywiózł. Nie mogłam dłużej czekać i pieprzyć o urokach tego miejsca, chciałam przejść już do sedna.
         - Trzy lata temu, kiedy byłem jeszcze gówniarzem, mieszkałem w Holmes Chapel. To kawał drogi od Londynu. Moja siostra.. - w tym momencie zaciął się, tak jakby więcej słów nie chciało mu przejść przez gardło. - Gemma. Starsza ode mnie. Jej chłopak miał najpiękniejszy samochód, jaki kiedykolwiek widziałem. Mustang Eleanor. Często zabierał mnie na przejażdżki. Zaraził mnie miłością do samochodów i wyścigów. Travis brał udział w nielegalnych wyścigach, był naprawdę dobrym kierowcą. Wiedziałem wtedy, że też chcę byś taki. Chciałem, żeby nauczył mnie tak jeździć. Tak jak on to robił, bo odpalać samochód i jeździć to już potrafiłem, dzięki mojemu ojcu. Pokazał mi pewne techniki, w kilka miesięcy nauczyłem się naprawdę dużo. Travis często mnie chwalił, co działało na moje ego. 24 września. Jechaliśmy samochodem w trójkę. Travis się popisywał, więc chciałem pokazać mu, że też już coś potrafię. Usiadłem za kółkiem, wcisnąłem gaz i ruszyliśmy. Chciałem zabłysnąć w oczach tego chłopaka, chciałem mu dorównać. Zaczął padać deszcz, źle wjechałem w zakręt, przede mną nagle pojawił się samochód, tak jakby znikąd. Oślepiły mnie światła, wpadłem w poślizg, a potem obudziłem się w szpitalu. Zobaczyłem moich rodziców przy łóżku. Mama była taka zapłakana, tata chodził w tę i z powrotem. Nie wiedziałem co się stało, byłem cały obolały. Powiedzieli mi co się stało. Uderzyłem o drzewo lewym bokiem samochodu. Gemma i Travis zginęli na miejscu. - wsłuchana dokładnie w każde jego słowo, zauważyłam, że z jego oczu leciały pojedyncze łzy, jednak szybko je starł, nie chcąc pokazywać swojej słabości. Byłam wstrząśnięta. Nie wiedziałam co powiedzieć. - Mój ojciec powiedział, że tej nocy nie stracił tylko córki, ale i syna. Oboje się mnie wyrzekli, nie chcieli widzieć mnie w domu. Po wyjściu ze szpitala, włóczyłem się po ulicach, znalazłem jakieś gospodarstwo na obrzeżach i spałem w jakiejś starej stodole. Cały czas myślałem o wypadku. Zabiłem ich, dwójkę ludzi, którzy byli mi najbliżsi. Nie umiałem się z tym pogodzić, co noc dręczyły mnie koszmary.
         - Nadal cię dręczą. - wtrąciłam, czego od razu pożałowałam, bo Harry gwałtownie obrócił głowę w moją stronę.
         - Skąd o tym wiesz ? - zapytał zdziwiony.
         - Kiedy u ciebie spałam, wiem, że prawie nie zmrużyłeś oka. Często masz podkrążone oczy, nie śpisz dobrze. - wyjaśniłam.
          Wpatrywał się we mnie zdumiony. Miałam ochotę otrzeć z jego twarzy łzy, ale nie odważyłam się na to. Przygryzłam dolną wargę i zwróciłam się w stronę morza. Jego historia była naprawdę przykra, nie potrafiłam sobie wyobrazić Harry'ego, takiego zagubionego.
          - Jak znalazłeś się w Londynie ?
          - Przypomniałem sobie, że mój wujek, który kiedyś nas odwiedzał, mieszka właśnie w Londynie. Postanowiłem do niego pojechać. Podróżowałem autostopem, nie będąc nawet pewien czy zostanę tam przyjęty. Na szczęście wujek zaprosił mnie do siebie i pozwolił się zatrzymać na jakiś czas. Pomógł mi znaleźć pracę, odkładałem pieniądze, przeniosłem się na swoje mieszkanie. Zacząłem chodzić do kasyna, jak się okazało byłem całkiem niezły w pokera. Zgarnąłem stamtąd niezłą sumę, dzięki czemu mogłem kupić samochody. Stanąłem na nogi, dla mojej siostry. Wiem, że nie byłaby dumna z wszystkiego co robię, szczególnie z wyścigów. Zacząłem jeździć, bo tylko to odrywało mnie od rzeczywistości. Prędkość, adrenalina. Nie obchodziło mnie czy się zabiję, czy nie. Pojechałem raz wziąć udział w Speed Event i wystarczył raz, abym wygrał, a ludzie mnie pokochali. Stałem się kimś, kimś takim jak był Trevor.
          - Ja nie wiem co powiedzieć. - pokręciłam głową.
          - Popieprzona historia, co nie ? Tylko Zayn i Niall znają mój życiorys. No i ty.
          - Dlaczego ja ? Czemu mi o tym opowiedziałeś ?
          - Uznałem, że powinnaś wiedzieć. Chciałem tego. - spojrzał w moje oczy tak przenikliwie, że chciałam odwrócić głowę. Zmierzyłam się z tym jednak, chciałam dostrzec w nim uczucia, które teraz były tak proste do rozszyfrowania.
          - Cóż.. powinnam cię przeprosić. Potraktowałam cię niesprawiedliwie.
          - Miałaś ku temu prawo.
          - Nie dałam ci szansy.
          - Przestraszyłem cię. Czasami po prostu nad sobą nie panuję. Kiedy się wściekam, wiem, że potrafię być niemiły.
          - No cóż, nie zaprzeczę. Dziewczyna z Costy pewnie już nigdy cię nie obsłuży. - zaśmiałam się, przypominając sobie jej przestraszoną minę. Ironia losu, jeszcze niedawno byłam tak samo wystraszona zachowaniem Harry'ego. Właściwie nie wiem czy to mnie jeszcze spotka. Ten chłopak jest nieprzewidywalny. Ostatnim razem był totalnym dupkiem, a dzisiaj całkowicie się przede mną otworzył i jest strasznie miły. Nie wiem jak długo to potrwa, mam nadzieję, że to idzie w dobrym kierunku.
          - Naprawdę mnie to nie obchodzi. - prychnął z uśmiechem.
          Nagle rozdzwonił się mój telefon, wyjęłam go z kieszeni i przystawiłam do ucha. To była moja siostra, całkowicie zapomniałam, że ona jest w szkole, kiedy ja jestem kilometry od Londynu. Harry wstał z huśtawki i podążył do brzegu morza. Wsadził dłonie do swoich kieszeni i przyglądał się w miejscu.
           - Gdzie ty do cholery jesteś Sky ? - usłyszałam jej donośny głos, na co się skrzywiłam.
           - Uhm.. to długa historia. - mruknęłam. - Jestem z Harrym, rodzice się nie dowiedzą, prawda ?
           - Bynajmniej. Całusy.
           - Odsyłam.
           Włożyłam telefon z powrotem do kieszeni, po czym udałam się w stronę chłopaka. Stanęłam obok niego i nie zakłócając spokoju, jaki panował, wsłuchałam się w szum fal.
           Nie sądziłam, że Harry mógłby mi zaufać i opowiedzieć to wszystko, co wydarzyło się w jego życiu. Musiał przeżywać wtedy koszmar. Poczucie winy, jakie na nim ciążyło i rodzice, którzy postanowili pozbyć się go z ich życia, to wszystko ukształtowało jego charakter. Jest mi teraz głupio, że tak go traktowałam, ale chyba każdy na moim miejscu by się wystraszył.
           W samochodzie panowała cisza, ale nie była już tak napięta jak wcześniej. Harry postanowił włączyć muzykę i już po chwili mogłam usłyszeć pierwsze dźwięki z płyty Arctic Monkeys. Uśmiechnęłam się pod nosem, to była jedna z tych rzeczy, która nas nie poróżniała. Chłopak podśpiewywał pod nosem, a jego głos był naprawdę przyjemny dla uszu.
           - Zajedziemy do McDrive'a. Pewnie jesteś głodna. - oznajmił, przy czym skręcił kierownicą w lewą stronę, aby podjechać pod okienko.
           - Uhm.. tak. I do tego wisisz mi kawę. - przytaknęłam.
           Dostaliśmy swoje zamówienie i pojechaliśmy zaparkować samochód na najbliższy parking. Jedzenie zdecydowanie było tym, czego właśnie potrzebowałam. Popijałam moją upragnioną od rana kawę, spoglądając na chłopaka. Widziałam, że intensywnie o czymś myślał, ale nagle oderwał się od tego i obrócił głowę w moją stronę, przyłapując mnie na przyglądaniu mu się.
          - Chciałbym poznać cię od nowa. - jego głos rozbrzmiał we wnętrzu samochodu. Zmarszczyłam brwi, nie do końca wiedząc co dokładnie miał na myśli. Czy to oznacza, że żałuję swojego wcześniejszego, chamskiego zachowania wobec mnie i chciałby o tym zapomnieć ?
         - Też chciałabym poznać cię od drugiej strony, tej lepszej. - odparłam.
         - Zagrajmy w dwadzieścia pytań. - zaproponował poważnym głosem, a mimo to ja i tak parsknęłam śmiechem.
         - To dziecinne, Harry.
         - Oh, no dawaj, poznamy się trochę.
         - Niech ci będzie, pozwolę ci rozpocząć.
         - Okej, niech pomyślę.. Specjalnie wybrałaś warsztat, w którym pracuję ? - uśmiechnął się cwanie.
         - Nie, za dużo sobie wyobrażasz, poza tym w tamtej chwili naprawdę nie chciałam cię widzieć. - odpowiedziałam. - Dlaczego, po mimo naszych nieciekawych relacji, postanowiłeś opowiedzieć mi o twojej przeszłości ?
         Chyba nie spodziewał się tego pytania. Jego uśmiech zanikł. Westchnął głośno, zastanawiając się nad odpowiedzią.
         - Nie wiem skąd, ale dowiedziałaś się o mnie czegoś, co nie do końca było sprostowane. Nie chciałem, żebyś miała o mnie takie zdanie. Nie chciałem patrzeć, jak bardzo jesteś niepewna i przestraszona w moim towarzystwie. Nie jestem jakimś pieprzonym aniołem, ale chciałbym, żebyś się mnie nie bała. - starannie dobierał słowa, patrząc przy tym przez przednią szybę samochodu.
         - Cóż, cieszę się, że to zrobiłeś. - powiedziałam cicho, przykuwając na siebie jego uwagę. Kąciki jego ust drgnęły w lekkim uśmiechu.
         - Jesteś blisko z Tylerem ? - zadał kolejne pytanie i tym razem to ja byłam zaskoczona.
         - To mój przyjaciel, nasze rodziny są ze sobą w bardzo dobrych stosunkach. - wyjaśniłam. Chłopak oblizał usta, po czym przygryzł dolną wargę.
         - Miałem na myśli, czy jesteś z nim blisko, Sky. - ponowił pytanie nieco dobitniej. Od początku wiedziałam, o co dokładnie chciał spytać, ale chciałam spławić go nieco ogólniejszą odpowiedzią.
         - Uhm.. Tyler raz mnie pocałował, ale nie uważam, żebyśmy mieli tak bliskie stosunki. Traktuję go jak przyjaciela, tylko i wyłącznie. - sprostowałam.
         Harry jeździł kciukiem po swojej wardze, analizując moją odpowiedź. Miałam wrażenie, że ta wiadomość mu się nie spodobała. Być może dlatego, że nie lubił Tylera.
         - Jesteś blisko z Liv ? - zapytałam dokładnie o to samo, z tymże mnie interesowała jego relacja z blondynką, które nienawidziłam.
         - Zazdrosna ? - uniósł jedną brew do góry, wpatrując się we mnie zagadkowo.
         - Nie mam o co. - pokręciłam głową.
         - Nie wiem co ci odpowiedzieć, żeby nie wprowadzić cię w błąd. Czasem uprawiamy seks, ale nie nazwałbym tego bliskością. - wyjaśnił.
         Byłam zaskoczona jego szczerością, spodziewałam się odpowiedzi tak lub nie, a on powiedział mi, że uprawia z nią seks. Moje policzki zapiekły ze złości. Nie wiem czemu, po prostu nie lubię tej dziewczyny, a myśl, że Harry jest z nią blisko, nieco mnie dobija.
         - Podobał ci się nasz pierwszy pocałunek ?
         Rozszerzyłam oczy, nie dowierzając, że właśnie wypowiedział te słowa. Popatrzyłam na niego zaskoczona, a on cały czas wbijał we mnie swoje zaciekłe spojrzenie. Przypomniałam sobie tę sytuację u mnie w domu, kiedy mnie pocałował. Owszem, podobało mi się, ale to nie znaczyło, że tego chciałam. Zresztą dobitnie dałam mu do zrozumienia, że ma przestać, kiedy to odpychałam go od siebie, a on nie ustępował. Pamiętałam też, jak wściekły był wtedy. Po moim ciele przeszły dreszcze. Nie chciałabym znów tego przeżywać.
          - Nie. - odparłam krótko.
          - Długo nad tym myślałaś. - zauważył, chcąc wprawić mnie w zakłopotanie.
          - Chyba dobrze pamiętasz moją reakcję.
          - Pamiętam, że mi się poddałaś. - odparł głupkowato.
          - Dlaczego mnie wtedy pocałowałeś ? - spytałam szybko, unikając jego pytania.
          - Miałem na to ochotę, od kiedy wpadłaś na mnie z tymi hot-dogami. - powiedział niewzruszony. Cóż, czułam się coraz bardziej skrępowana w tym samochodzie. Zrobiło mi się naprawdę gorąco i miałam nadzieję, że nie zrobię się czerwona na twarzy, kolejny raz. Te pytania schodziły chyba na niewłaściwy tor. Mieliśmy się przecież poznawać na nowo, a nie rozpamiętywać sytuacje z przeszłości.
          - Co sprawia, że czasami się mnie bałaś, a niekiedy potrafiłaś mnie spoliczkować ?
          - Potrafiłeś mnie naprawdę wkurzyć. Wtedy złość przeważała mój strach przed tobą. Skąd twój nawyk chwytania za nadgarstki ?
          Jego wzrok w tej chwili powędrował na moje dłonie, na których nie było już siniaków, od jego chwyceń. Chyba poczuł się nieco zakłopotany tym pytaniem, ale skoro on tak bardzo dociekał we wszystko, to ja też miałam zamiar to robić.
          - Daje mi to poczucie kontroli nad kimś. Lubię mieć taką władzę. - odparł.
          Nie potrafiłam tego zrozumieć. Nie można przecież kontrolować ludzi. Zdążyłam już zauważyć, że Harry chciałby zawsze dominować ludzi. To w jaki sposób mnie traktował. Rozkazywał mi i nie uznawał sprzeciwu.
          Kolejne pytania zadawaliśmy już sobie podczas jazdy, co mnie cieszyło, bo brunet skupiał się bardziej na drodze niż na mojej osobie. Mimo tego, że dzisiejszy dzień zmienił mój stosunek do niego, to i tak czułam się w jego towarzystwie mało komfortowo. On był po prostu onieśmielający swoją pewnością siebie. Kiedy zapytał mnie o to czy uprawiałam już seks, postanowiłam zakończyć tą grę. Harry starał się wydobyć ze mnie odpowiedź, ale nie chciałam mu jej zdradzać. Nie chciałam, żeby wnikał tak bardzo w moje życie.
           - Dziękuję za ten dzień, w końcu spłaciłaś swój dług. - odezwał się, gdy zaparkował samochód pod moim domem. Byłam nieco zmęczona całą tą podróżą, ale mimo to uważałam, że to był miły czas w jego towarzystwie. Przypomniał mi o tym, że obiecałam spędzić z nim jeden dzień i poczułam ulgę na myśl, że właśnie wykonałam to zadanie, w podzięce za jego liczne ratowanie mojego tyłka.
           - Dziękuję, że postanowiłeś mi o tym wszystkim opowiedzieć. - uśmiechnęłam się do niego i chciałam opuścić już pojazd. Odpięłam pas i chwyciłam za klamkę, ale Harry zatrzymał mnie, łapiąc za mój nadgarstek. Spojrzałam na jego palce zaplątane wokół mojej ręki, a następnie w jego oczy. Zrozumiał o co mi chodziło i momentalnie cofnął swoją dłoń.
           - Wiesz.. w piątek wieczorem będzie Speed Event. Chciałabyś ze mną pojechać ? - zapytał niepewnie.
           - To chyba nie dla mnie, Harry.
           Moja odpowiedź nie spełniała jego oczekiwań. Za każdym razem, kiedy tam byłam, coś złego się działo, a ja miałam dość komplikacji.
           - Zastanów się, proszę.
           - Dobrze.
           - Do zobaczenia. - powiedział cicho i zbliżył się do mnie, aby zostawić na moim policzku pocałunek. Zrobiłam zaskoczoną minę, co go rozbawiło i zadowoliło. Za każdym razem starałam się nie pokazywać, jak bardzo działa na mnie każdy jego gest, ale on to wiedział i używał tego przeciwko mnie.





Dodaję po całkiem dużej przerwie. Nie wiem nawet czy ktoś to jeszcze będzie czytał. Nie wiem też kiedy pojawi się kolejny rozdział, postaram się napisać, jak najszybciej, ale niczego nie obiecuję.

piątek, 25 kwietnia 2014

Zawieszam

Nie będę kłamać, że dwadzieścia cztery na dobę siedzę w książkach, że kończy się rok i muszę skupiać się na poprawianiu ocen. Nie będę też mówić, że mam egzaminy bo nie mam, do maturki też jeszcze rok. Nie będę się żalić, że leżę w szpitalu, jestem krytycznie chora i macie mi teraz współczuć, bo nic takiego też się nie dzieje.
Po prostu nie mam pomysłu i weny. 
Po drugie to naprawdę już mi się nie chce pisać.
Nie kończę, zawieszam, bo pewnie w końcu coś uderzy mi do głowy i wystukam ten kolejny rozdział, także jeśli macie chęci to sprawdzajcie, jeśli nie, to trudno.


niedziela, 23 marca 2014

Eight

           Gorąca woda leniwie spływała po moim pobladłym ciele, sprawiając, że czułam się nieco lepiej. Pozwoliło mi to minimalnie się odprężyć po całkowicie nieprzespanej nocy, co niestety teraz dawało mi się we znaki.
Choć próbowałam - nie mogłam zamknąć oczu choćby na moment, bo za każdym razem wyobrażałam sobie pewnego chłopaka z soczyście zielonymi tęczówkami i burzą ciemnobrązowych loków ujarzmionych cudem dzięki niewielkiemu kawałkowi materiału, który z zimną krwią pochylał się nad ciałem bezbronnej dziewczyny, by po krótkiej, zapewne nic dla niego nie znaczącej chwili, wbić tępy nóż prosto w jej serce. Jego oczy gwałtownie zmieniły barwę, by jeszcze bardziej podkreślić płonącą w nim żądzę mordu. Nawet teraz, będąc podatna jedynie na swoją „kreatywność” , wzdrygnęłam się. Ten obraz mnie prześladował i naprawdę miałam dosyć.
      Moje myśli cały czas krążyły wokół Harry'ego. Słowa wypowiedziane przez Tylera były tak nieprawdopodobne, że z trudem brałam je za prawdziwe. Nie chciałam wyobrażać sobie go jako chłopaka zadającego krzywdę własnej siostrze. To było wprost niedorzeczne! Widziałam przecież z jakim uczuciem spojrzał na zdjęcie rodziny, kiedy wyrwał mi je z rąk w swoim mieszkaniu. Przez ten moment, kiedy miałam z nim styczność, zaczynałam dostrzegać w Harrym chociaż odrobinę dobra. Miał ogromny sentyment do tej fotografii. Na pewno tęsknił za postaciami na niej.
          Owszem - był porywczy, arogancki oraz niedelikatny, ale posiadał również drugie oblicze. Był także chłopakiem, przy którym potrafiłam się śmiać i z którym słuchałam dobrej muzyki. Można by nawet powiedzieć, że czułam się przy nim bezpieczne, mimo tego, że mnie krzywdził. Jego zachowanie usprawiedliwiałam tym, że Harry musiałby nauczyć się po prostu kontrolowania swojego gniewu, ale nie sądziłam, że porywczość Stylesa wynikała z pewnego zdarzenia.
                Z a b i ł.
          To jedno słowo dręczyło mnie od chwili, odkąd Tyler wypowiedział je minionej nocy. Nie pamiętam nawet, kiedy moja stopa znalazła się na hamulcu i dlaczego tak gwałtownie zatrzymałam samochód. Mogłam nas zabić! Kiedy Tyler rzucał pod nosem wiązankę przekleństw – ja najzwyczajniej się wyłączyłam, a mój umysł wypełnił się scenariuszami dotyczącymi zabójstwa siostry Harry’ego. W tamtym momencie nic nie było dla mnie zrozumiałe, zresztą teraz też nie.
          Wychodząc z łazienki, pokierowałam się do sypialni, gdzie na łóżku siedział Tyler, bawiący się z moją kotką. Chłopak został na noc, aczkolwiek nie chciał pokazać zniszczonego samochodu swojemu ojcu. Na dodatek jego prawe oko było podbite i sine. A teraz doszły jeszcze zadrapania na ręce i na prawym policzku.
               -Jeszcze ci mało? – spytałam obojętnie.
               Miałam do niego żal, jeszcze większy niż do siebie. Dlaczego mi nie powiedział?
       Z przyniesionej z łazienki apteczki wyjęłam wodę utlenioną i waciki. Dałam mu tym samym do zrozumienia, aby się do mnie przybliżył, więc posłusznie przegonił zwierzaka ze swoich kolan. Następnie nalałam piekącego płynu na biały opatrunek i z niezauważalną premedytacją przycisnęłam mocno do jego skóry. Syknął, ale się nie poruszył, lekko przymknąwszy oczy.
Oczywiście! – Drażniło go pieczenie wywołane dezynfekcją ran, natomiast wczoraj sam jak głupi rwał się do bójki ze Stylesem. Idiota.
          W końcu skończyłam się nad nim pastwić i usiadłam przed Tylerem po turecku z tubką fluidu w dłoni. Wycisnęłam trochę na palec i przyłożyłam do jego twarzy w celu zamaskowania śladów pobicia. Ledwo go dotknęłam, a telefon zaczął wibrować mu w kieszeni, dlatego oderwał się na chwilę, by odczytać wiadomość.
          - Och, nie! - Jęknął nagle, więc spojrzałam na niego pytająco. – Zapomniałem o rodzinnym zjeździe u dziadków…
          Zaśmiałam się, wspominając jego opowieści o tych żenujących spotkaniach. Bliscy chłopaka średnio co pół roku zjeżdżali się w rodzinnym domu dziadków i spędzali wspólnie cały weekend. Tyler nigdy nie przepadał za tym, bo uważał, że to całkowicie sztuczne - mężczyźni chcieli jedynie udowodnić, kto prowadzi najkorzystniejszy biznes, czy którego samochód jest najlepszy. Natomiast kobiety przechwalały się swoimi nowymi nabytkami w postaci najdroższych ubrań i pięknej biżuterii czy satysfakcjonujących je przeżyciach. Jemu zaś pozostawało znosić swoje rozpieszczone kuzynki i upierdliwych kuzynów, z którymi ani razu nie znalazł nici porozumienia. Wywodzili się z tej samej rodziny, a nawet nie mieli o czym rozmawiać. Przykre, zważywszy na to, że Tyler stawiał bliskich na pierwszym miejscu.
Podobnie było ze mną i Faith. Różniłyśmy się od naszych krewnych, dlatego też nie uśmiechało nam się ani trochę z nimi spotykać. Byłyśmy zupełnie różne od kuzynek, z którymi jedynie wiązała nas liczba zer na koncie. Dla mnie i Faith nie miała większego znaczenia, jednakże dla nich pieniądze były dosłownie wszystkim. Po każdych piętnastu minutach miałyśmy dosyć, dlatego też najczęściej się ulatniałyśmy, co skutkowało sprzeczkami z rodzicami, którym nie odpowiadało nasze zachowanie. Trudno, musieli się do niego przyzwyczaić.
             Dostałam w głowę z poduszki, a Tyler patrzył na mnie spod byka. Wróciłam myślami do niego i jeszcze bardziej się roześmiałam. Uderzyłam go w zamian drugą poduszką i się skrzywił, ponieważ trafiłam w jego poobijane żebra. Natychmiast spoważniałam i zaczęłam go przepraszać, ale ten zdawał się tylko udawać, bo po chwili podśmiewał się ze mnie triumfalnie.
               - Mogę zostawić samochód u ciebie? Moi rodzice nie mogą zobaczyć go w takim stanie.
Myślałam już o tym wcześniej, w końcu byłam mu winna jakąś rekompensatę. Nadal się złościłam, jednakże nie zapomniałam o tym, dlaczego jego twarz napuchła, a miejscami przybrała fioletowej barwy. To wszystko było po części moją winą. Choć Tyler uważał to za bujdę, ja cały czas obwiniałam się, że zabrałam go na te wyścigi. Gdybym była mądrzejsza, sama bym się tam nie pojawiła. A teraz nie dość, że sam nie wyglądał najlepiej, to jego samochód nie przypominał ani trochę luksusowego auta. Białe Audi potrzebowało prostowania karoserii, a ja mogłabym się tym zająć, podczas gdy on będzie poza miastem.
              - Jasne, chciałam zabrać go dziś do mechanika - odparłam.
              - Sky, ratujesz mi życie - uśmiechnął się z ulgą, a ja przewróciłam zabawnie oczami. - Dzięki. Widzimy się w szkole - przytulił mnie na pożegnanie, a ja delikatnie go uścisnęłam, nie chcąc narazić jego posiniaczonych miejsc. Odchylił się, by spojrzeć jeszcze raz na moją twarz, a ja posłałam mu ciepły uśmiech. Zrobiło się trochę niezręcznie, nawet bardzo. Przynajmniej dla mnie, ponieważ swój wzrok zawiesił na moich ustach i domyślałam się, co mogło mu po głowie chodzić. Odchrząknęłam znacząco, pokazując mu tym samym, że to niestosowne.
Czemu znowu próbował? Wyraziłam się jasno i nie miałam ochoty powracać do tego tematu. Postępowałam egoistycznie, nie zważając w ogóle na jego uczucia, jednak nie chciałam mu dać nawet cienia szansy na ewentualny związek. To zraniłoby go jeszcze bardziej. Tyler był moim przyjacielem i łączyły nas jedynie stosunki brat-siostra. Nie zamierzałam tego zmieniać.
        - Do zobaczenia! - zawołałam za nim, kiedy wychodził z mojego pokoju i zamknęłam drzwi.

[Harry's pov]

          Przymknąwszy oczy, odchyliłem głowę do tyłu i zaciągnąłem się papierosem tak, aby całe moje płuca wypełnił drażniący dym. Żeby bicie serca choć trochę się uspokoiło i żebym mógł spokojnie pomyśleć. Absurdalne. Niby jak papierosy mogłyby mi w tym pomóc?
Zaśmiałem się głośno ze swoich idiotycznych oczekiwań. Przez cały dzień chodziłem rozdrażniony, jakby coś nie pozwalało mi normalnie funkcjonować. Byłem pewien, że to przez to wczorajsze spotkanie z tym snobem. Myślałem, że po ostatnim starciu już nigdy nie pokaże się na Speed Drift. Pomimo tego, przyszedł wczoraj i to w dodatku ze Sky, co jeszcze bardziej podsyciło we mnie płomień nienawiści. Miał szczęście, że chłopaki odciągnęli mnie od niego, bo inaczej skończyłby pod ziemią.
          Od zawsze działał mi na nerwach i od kiedy pamiętam – zawsze obracał się w towarzystwie najlepszych dziewczyn. Szkoda tylko, że wcześniej czy później, każda kończyła ze mną w mojej sypialni. Biedny Tyler. Żałowałem, że mu wczoraj bardziej nie przyłożyłem. Żałowałem, że wcześniej nie przespałem się ze Sky, to byłby cios poniżej pasa. Tylko ślepiec nie zauważyłby, jak bardzo była dla niego ważna.
Szybko zgasiłem papierosa w popielniczce, kiedy usłyszałem wjeżdżający do hali samochód. Byłem pewien, że to mój szef przyjechał z brakującymi częściami. Znudzony odłożyłem naczynie w biurze i powróciłem na warsztat. Ku mojemu zdziwieniu to nie był szef, tylko białe Audi. Dokładnie to, które wczoraj sam rozwaliłem. Silnik zgasł, a ze środka wyłoniła się brunetka, której nigdy nie spodziewałbym się tutaj zobaczyć. Miała najzwyczajniej w świecie pecha i teraz bez wątpienia pluła sobie w brodę.
           -Kogo my tu mamy? - zakpiłem, kiedy ona rozglądała się za jakimkolwiek mechanikiem.
Odwróciła się w moją stronę i zupełnie odjęło jej mowy, a ja jeszcze bardziej pogłębiłem swój uśmiech. Rozchyliła usta, a brązowe oczy się powiększyły. Wyglądała uroczo. Tak bezbronnie.
Zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mieszałem w jej życiu, co widocznie bardzo ją męczyło, ale to nie sprawiało, że zamierzałem przestać. Ta dziewczyna była po prostu interesująca, a granie jej na nerwach stało się jednym z moich ulubionych zajęć, jak nie celem.
          Zmieszanie na twarzy Sky zaczęła zastępować złość, dlatego odezwałem się, zanim zaczęłaby wiązankę przekleństw:
          -Przyjechałaś do mnie dlatego, że ja miałem trzymać się z daleka? – zagryzłem wargę, obserwując z satysfakcją mimikę jej ślicznej buźki. - Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie naprawiam niczego, co sam zepsułem? - uniosłem w górę prawą brew, mierząc wzrokiem samochód, by potem przenieść spojrzenie na jej oczy. Widziałem jak z irytacji zacisnęła szczękę i zmarszczyła czoło. Zastanawiała się nad odpowiedzią, a ja w tym czasie lustrowałem jej wygląd.
Wyglądała na zmęczoną, ale nawet to nie zabrało jej uroku. Nadal mnie pociągała.
             - Zdajesz sobie sprawę z tego, że nawet bym ci na to nie pozwoliła?
              I cały mój dobry humor wyparował.
          Wiedziałem, że nie chodziło jej o to pieprzone Audi. Jak zwykle rzucała dwuznacznymi tekstami. Boże, tylko ona doprowadzała mnie do szewskiej pasji!
          Inteligentnie przekazała mi, że miała na myśli moje wczorajsze zachowanie. Zniszczyłem naszą relację, jeśli tak w ogóle można było nazwać stosunki między nami. Zdążyła już się trochę do mnie przekonać. Pamiętam jej tajemniczy uśmieszek, kiedy wychodziła z mojego samochodu po zgodzeniu się na spędzenie ze mną jednego dnia. Zatriumfowałem wtedy, byłem o krok bliżej spełnienia mojej zachcianki. W sumie nie, cofnij – zachcianek.
I sam nie wiem dlaczego, ale poczułem wtedy pewną ulgę. Ulgę, ponieważ po raz pierwszy ktoś naprawdę wyraził chęć przebywania ze mną. Nawet jeśli po tym miałbym dać jej spokój. Wiedziałem, że tylko tak powiedziała. To była w końcu cała Skyler. Przecież duma nie pozwoliłaby przyznać jej się przede mną, że sama tego chciała. Ta dziewczyna była dla mnie jedną, wielką zagadką.
Zawsze otaczałem się masą przyjaciół, ale większość z nich trzyma się blisko mnie ze względu na moją reputację, a dziewczyny po prostu oczekują doświadczeń w postaci ostrych wrażeń, szczytując dzięki moim zdolnościom, nawet do trzech razy pod rząd jednej nocy w mojej sypialni. A wszystko po to, by móc później „pochwalić się” koleżankom, że stały się dziwkami Harry’ego Stylesa, dokładnie na własne życzenie. Okrutne, ale prawdziwe.
Skyler to zupełnie inna bajka. Banalne, ale tak po prostu było. Nie bała się mi przeciwstawić i potrafiła dobrze przygadać, jeśli coś jej się nie podobało. Moje aroganckie zachowanie nie robiło na niej żadnego wrażenia, a nawet ją zrażało. Zupełnie inaczej, jak na innych dziewczynach, które marzyły o tym, aby być przy boku złego chłopaka. Nie lubiła, kiedy rzucałem podtekstami na temat seksu, czy kiedy dotykałem ją w bardziej czuły sposób. Była wrażliwa i delikatna. Była przeciwieństwem wszystkich dziewczyn, które przewinęły się przez moją sypialnię.
Jednak nie darzyłem jej żadnym uczuciem. Miłość była dla mnie bzdurą, to pojęcie dla mnie nie istniało. Lubiłem jednorazowe przygody i nigdy nie myślałem, aby się z kimś związać. Nie wyobrażałem sobie życia, w którym dziewczyna by mnie kontrolowała i ograniczała. Przyznam, że Sky mnie zaintrygowała na tyle, aby się nią na dłużej zainteresować. Tym bardziej, że Tyler najwyraźniej się o nią starał. Ale to nie zmieniało faktu, że nad uczuciami górowały potrzeby. Nie byłem idiotą, by dać podporządkować się jakiejś pannie. Wolałem sam panować nad swoim życiem.
          - To co miało miejsce wczoraj jest sprawą między mną a Smithem – powiedziałem na jednym wdechu tonem niewyrażającym sprzeciwu.
Dziewczyna już się zawracała i otwierała drzwiczki od samochodu, jednak po moich słowach zaprzestała tych czynności. Zatrzymała się i spojrzała na mnie wymownie, mrużąc gniewnie oczy i się odezwała:
            - Chcesz mi powiedzieć, że mam tolerować to, że bijesz mojego przyjaciela, bo to nie dotyczy mnie? Tak.
            - Miałem powody, żeby to zrobić.
            Prychnęła.
            -Cóż, nie obchodzi mnie to wcale. Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Szybkim krokiem podszedłem do niej i obróciłem gwałtownie do siebie, kiedy miała zamiar wsiąść do samochodu. Wydała z siebie dziwny dźwięk i równie dziwnie na mnie spojrzała. Oparłem się o zniszczoną, miejscami wgniecioną maskę i tym samym zamknąłem ją w swoim uścisku. 
        - Masz zamiar teraz uciec? Dlaczego ze mną nie porozmawiasz, Sky? - Powiedziałem cicho, nie spuszczając wzroku z jej oczu.
Po tym, jak na mnie patrzyła, mogłem śmiało stwierdzić, że była wystraszona. Typowe. Jednak w jej tęczówkach skrzyły się także małe ogniki, podsycające złość w tej małej osóbce. Zilustrowałem ją ponownie i kątem oka zauważyłem purpurowego siniaka na ramieniu dziewczyny. Automatycznie się odsunąłem, nadal nie wypuszczając jej z objęć.
          -Nie mamy o czym rozmawiać, Harry – wyszeptała, unikając mojego wzroku. - Chcę, żebyś dał mi spokój. 
          -Wcześniej nie miałaś oporu, by wsiąść do mojego samochodu. 
        -Wcześniej nie pobiłeś mojego przyjaciela - warknęła. Za każdym razem, gdy mówiła o tym pieprzonym Tylerze, była na mnie zła. Musiałem pamiętać o tym, by dobrze skopać mu tyłek. Ponownie. 
          -Przestań go do nas mieszać. 
          -Nie ma żadnych nas, pozwól mi odjechać!
          -Dlaczego?! - Uniosłem głos, a jej tęczówki rozszerzyły się w strachu.
Miałem gdzieś, jakie emocje w niej wywoływałem. Denerwowała mnie swoją świętością. Jedno pobicie nie było przestępstwem, nie musiała robić ze mnie potwora i uciekać. Gdyby nie wczorajszy dzień, pewnie przyjechałbym do niej po pracy i zabrał ją w miejsce, gdzie mógłbym dobrać się do jej smakowitych ust. 
          -Jesteś niebezpieczny – wymamrotała ochryple. 
          -Nie pieprz - fuknąłem.
Odepchnąłem się od maski samochodu, by przejść kilka kroków, przeczesując przy tym nerwowo włosy i wcale tego nie kontrolując – ciągnąc za ich końcówki. Nie zważałem na ból, jaki sam sobie zadawałem, tylko rozmyślałem nad jej słowami. „Niebezpieczny”? Serio? Bo co, bo pobiłem jej „przyjaciela”? Była śmieszna i nawet o tym nie wiedziała. Czyżby na pewno tylko się przyjaźnili?
Dziewczyna w tym czasie zdążyła wsiąść do samochodu i zamknąć drzwiczki, zanim z powrotem bym je otworzył.
          - Powiedz mi , niby w jaki pieprzony sposób jestem niebezpieczny? – Zakpiłem, odwracając się w jej stronę. Warkot włączonego silnika rozległ się po pomieszczeniu, przyprawiając mnie o irytację. 
              -Powiedz mi, co stało się z twoją siostrą – rzekła niepewnie.
W jej głosie dało się wyczuć nutkę strachu. Otworzyłem szerzej oczy i zdenerwowany kopnąłem mocno w oponę samochodu. Nie mogła się o tym dowiedzieć. Nikt tutaj nie wiedział o tamtej nocy. Wprawdzie krążyły plotki, ale kto w nie wierzył? Przyjechałem tutaj, by zapomnieć i uwolnić się od spoglądających na mnie przenikliwie ludzi. Potrafili jedynie bezpodstawnie osądzać. Gówno wiedzieli o mnie, o mojej siostrze i o tamtym zdarzeniu. Gówno!
Jedynie Niallowi i Zaynowi powiedziałem, bo tylko im byłem w stanie zaufać. Pomogli mi bardzo i znacznie podnieśli na duchu, za co byłem im ogromnie wdzięczny. Wiedziałem, że śmierć siostry i jej chłopaka była moją winą, pomimo tego, że ciągle sam siebie starałem w pewien sposób usprawiedliwiać. Gdybym tylko mógł cofnąć czas, tak bardzo mi jej brakowało…
          -Sky, do cholery! - Krzyknąłem i rzuciłem się do biegu, by spróbować ją zatrzymać, kiedy wyjeżdżała z warsztatu. Zrezygnowany machnąłem bezradnie rękoma i zatrzymałem się, by patrzeć na oddalający się samochód.
Obiecałem sobie, że gdy tylko spotkam Smitha - rozniosę go w powietrze. Dosłownie. Za każdym razem, kiedy się zjawia, sprawia mi tylko same problemy. Nienawidziłem go, zresztą ze wzajemnością. Po cholerę przybliżył jej historię mojego najgorszego dnia w życiu? Nic na ten temat nie wiedział. Nikt tutaj nie miał nawet pojęcia, jak było naprawdę. Ludzie perfidnie rozgadywali nieprawdę, tworząc w ten sposób idiotyczne plotki.
A teraz na dodatek Sky „nie” wie. Pierdolę to. Ta sytuacja mnie już naprawdę zmęczyła. Musiałem jak najszybciej dowiedzieć się, co ten dureń jej dokładnie powiedział. Stwierdziła, że jestem niebezpieczny, więc śmiało mogłem założyć, że myślała, że ją zamordowałem. Na samą myśl ukłuło mnie w sercu. To tak cholernie bolało… Te wszystkie wspomnienia związane z nią były nie do zniesienia. Ta pierdolona tęsknota za siostrą dawała mi we znaki. Gdybym tylko mógł przywrócić ją do świata żywych… Czemu musiało paść akurat na nią, a nie na mnie?
Gemma była dla mnie najważniejszą osobą na świecie. Po jej śmierci jeszcze bardziej to sobie uświadomiłem. Zachowywała się jak moja matka, więc byłem szczęściarzem, mając je dwie przy sobie. Od dzieciństwa mieliśmy dobry kontakt. Zburzyliśmy stereotyp o nieznośnym rodzeństwie. Nie potrafiliśmy żyć w niezgodzie. Nie znaliśmy tego pojęcia. Byliśmy ze sobą bardzo bisko, zwierzałem jej się ze wszystkiego – ona jedyna wiedziała o pierwszej dziewczynie, pierwszym pocałunku. W głowie nadal miałem jej rady, serce pękało mi na samą myśl, że już nigdy nie usłyszę jej delikatnego głosu. Nie raz nie spałem całą noc, tylko myślałem właśnie o niej. O Gemmie, najlepszej siostrze na świecie. Najlepszej pod każdym względem. Tak bardzo mi jej brakowało. Tak bardzo nie mogłem przyzwyczaić się do jej nieobecności. Tak bardzo…
Pospiesznie otarłem pojedynczą łzę, w szybkim tempie spływającą po mojej twarzy. Nie mogłem pozwolić sobie na słabość. Nie teraz, nie tym razem. Nie chciałem by emocje wzięły górę.
Ze złością kopnąłem niewielki kamień leżący na podjeździe i wróciłem do warsztatu, gdzie z całej siły uderzyłem pięścią w betonową ścianę.
          -Kurwa! – syknąłem.
Ręka zabolała mnie niemiłosiernie, a biały proch przybrudził jeszcze bardziej robocze ubranie. Zbliżyłem się do biurka i drżącymi rękoma wyjąłem z białego pudełka papierosa, po czym mocno się nim zaciągnąłem. Potrzebowałem odpoczynku, chwili wytchnienia. Nie dawałem już rady, te wszystkie wspomnienia za bardzo bolały. Musiałem wyjechać, odwiedzić ją i na nowo uporządkować wszystkie sprawy. Byłem jej to winien.

*przeczytane ? - > skomentuj : )*

♥ DZIĘKUJCIE MOJEJ NAJLEPSZEJ, NAJUKOCHAŃSZEJ BECIE -AGNIESZCE, BO GDYBY NIE ONA TEN ROZDZIAŁ BYŁBY O POŁOWĘ KRÓTSZY. ♥