piątek, 4 września 2015

ELEVEN

     Małymi kroczkami podeszliśmy do jego łóżka. Było obite białą skórą, od której zimna zadrżałam, kiedy moje nogi się z nią zetknęły. Zostałam popchnięta na miękki materac okryty szarą pościelą, która pachniała Harrym. Zauważyłam, że wszystko w jego sypialni było ciemne. Jedynie łóżko wyróżniało się na tle szaroburych elementów, takich jak dywan czy zasłony. Nawet ściany pokrywały czarne cegły. Mimo tego, w pokoju utrzymywała się przytulna atmosfera.
Ułożyłam się wygodnie, a chłopak wdrapał się, okrywając moje ciało swoim. Z pożądaniem wpatrywał się w moje oczy, jakby chciał z nich czytać. Może zastanawiał się czy naprawdę tego chcę. Sama jeszcze nad tym myślałam. Nasza znajomość rozwijała się w bardzo szybkim tempie. Jeszcze parę dni temu byłabym zdolna wydrapać mu oczy, aby już nigdy nie mógł na mnie spojrzeć swoim przenikającym wzrokiem. Natomiast teraz leżałam tuż pod nim i jedyne co widziałam to jego szmaragdowe tęczówki, które hipnotyzowały mnie swoim urokiem. Przeniosłam swój wzrok na jego usta w kolorze głębokiej czerwieni i mogłam poczuć się dumna, że to ja doprowadziłam je do tak intensywnej barwy. Przełknęłam głośno ślinę, kiedy wysunął lekko język i przejechał nim po swoich wargach. On mnie właśnie uwodził, a to sprawiło że zrobiło mi się bardzo gorąco. Był tak blisko, że czułam na sobie jego przyspieszony oddech.
Przywarł do mnie nagle, ponownie atakując moje usta. Wsunął swoje duże dłonie pod moje ciało, aby maksymalnie zmniejszyć odległość między nami. Odczucie na sobie jego ciężaru i ciepła, rozpaliło we mnie wszystkie zmysły. Chyba zwariowałam. Boże. Zmierzwiłam jego brązowe loki, które moim zdaniem dodawały jego czarnemu charakterowi trochę uroku i chłopięcej słodyczy. Pociągnęłam za nie, na co z jego ust wydobył się cichy jęk. Wiedziałam już, że to jego wrażliwy punkt. Być może zapuszczał włosy właśnie dla takich przyjemności.
Przygryzł moją wargę, ciągnąc za nią delikatnie. Uwielbiałam, kiedy się ze mną drażnił. Zaczynałam rozumieć, że każda jego zaczepka, zadziorny uśmieszek i nieprzyzwoite słowa odpychały mnie od niego tylko na pozór. Tak naprawdę, w głębi duszy pociągało mnie to i byłam pewna, że on był tego świadomy. Ha, dałabym sobie uciąć rękę, że taki był cel jego każdego ruchu. To w jaki sposób się do mnie odzywał, to jak bardzo na mnie napierał, jego apodyktyczność i kontrola nade mną. To wszystko musiało być zaplanowane. I choć sama bym w to niedawno nie uwierzyła, to właśnie to zachowanie przyciągało mnie do niego. Jego tajemniczość. Zawsze był dla mnie zagadką. Podczas kiedy on grał czarny charakter, ja potrafiłam zobaczyć w nim przejawy dobrego, zwyczajnego chłopaka, który potrafił mnie rozbawić. 
Harry zszedł z pocałunkami nieco niżej. Odchyliłam głowę, kiedy muskał moją szyję, aby dać mu większy dostęp i zaczerpnąć jeszcze więcej przyjemności. Jego dłonie wędrowały po moim ciele, sprawiając, że miliony dreszczy przebiegały po nim, a ja wyginałam się pod jego ciężarem. Skubał palcami dół mojej koszulki i zaczął podwijać ją do góry. Robił to tak niezwykle wolno, że doprowadzał mnie tym do szału. Kącik jego ust uniósł się do góry, kiedy spostrzegł moje rozdrażnienie. W końcu przeciągnął mi koszulkę przez głowę i odrzucił ją w bok, tak że wylądowała na drewnianych panelach jego sypialni. Jego oczy rejestrowały każdy możliwy kawałek mojego nagiego ciała, co trochę mnie skrępowało. Nigdy nie uważałam się za zgrabną osobę, choć często zbierałam komplementy na temat mojej idealnej figury. Mimo to, zawsze podchodziłam do siebie krytycznie i wytykałam sobie nawet najmniejsze wady.
Głowa chłopaka powędrowała do mojego biustu, gdzie zaraz poczułam jego język. Te pocałunki z połączeniem łaskoczących moją skórę włosów Harry'ego wprawiały mnie w cudowny stan. Musiałam przyznać, że już dawno nie czułam się tak dobrze. Naprawdę dobrze.. Jego dłonie masujące moje piersi sprawiały, że cała drżałam. Z takim tempem i umiejętnościami bruneta pewnie za chwilę bym doszła. Wiedziałam, że sprawdzał moją wytrzymałość. Bawił się mną, chcąc doprowadzić mnie do obłędu.
Położyłam dłonie na jego brzuchu i zepchnęłam z siebie jego ciało. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, usiadłam na jego ciele okrakiem, a jego zdezorientowanie niemal znikło. Wsunęłam dłonie pod jego czarny T-shirt i wodziłam nimi ku górze, tym samym podciągając materiał i ukazując jego umięśniony tors. Postanowił mi pomóc i sam ściągnął z siebie koszulkę, rzucając ją w to samo miejsce, gdzie wylądowała moja. Miałam go teraz półnagiego pod sobą i tym razem to ja mogłam podziwiać jego ciało. Dotykałam jego twardych mięśni i nie mogłam przestać wyobrażać sobie, jak pracuje na siłowni. Przelotnie spojrzałam na jego twarz, a ten wpatrywał się we mnie, jak z zafascynowaniem studiowałam jego tatuaże. Wszystkie były piękne i cały on był równie piękny. Wyglądał jak anioł, z tymże nieco zbuntowany. Moją największą uwagę przykuł tatuaż na jego piersiach. Były to dwie jaskółki zwrócone do siebie, które zapewne symbolizowały wolność. Chciałabym, żeby Harry poczuł się wolny. I nie chodziło mi o rzeczy, które robił, bo cóż, w tym wypadku był zdecydowanie wolnym człowiekiem, który nie liczył się z konsekwencjami swoich czynów i nie myślał o jutrze. Myślałam raczej o tym, aby wyzwolił się od wyrzutów sumienia, dręczących myśli, przeszłości, która nie pozwalała mu iść w pełni na przód. Nie powinien obwiniać się za to co się stało.
Chłopak podciągnął się do góry i pocałował moje usta, tym samym odrywając mnie od rozmyślania. Kiedy poruszyłam biodrami, aby wygodniej się usadowić, poczułam twardość wpijającą się w mój tyłek. Rozszerzyłam oczy w zaskoczeniu, że doprowadziłam go do erekcji. Usłyszałam zduszony dźwięk, który wyrwał mu się z ust. Zdałam sobie sprawę, że to już nie tylko gierki i, że za chwilę mogłoby dojść do czegoś więcej niż tylko gorących pocałunków. Słowa Tylera znów dostały się do mojej głowy i odbijały echem. Ale teraz chyba nie miały większego znaczenia. Doszłam naprawdę daleko z Harrym i czułam, że chcę pójść jeszcze dalej. Im dłużej wpatrywałam się w niego, tym ciężej było mi powiedzieć 'stop'. Nie chciałam się zatrzymywać. Chciałam dalej czuć jego bliskość i poczuć się wolna, jak on. Chciałam to zrobić i nie zadręczać się tym następnego dnia. I nie miałam żadnych wątpliwości, kiedy jego palce zajęły się rozpinaniem mojego stanika. Czułam jednak wahanie z jego strony i nie wiedziałam co one oznaczało.
     - Każ mi przestać. - Wydusił cicho, jakby sprawiało mu to ból. Zamknął oczy i musnął moje usta bardzo delikatnie, ledwie mogłam to poczuć. - Nie zrobię tego, Sky.
Jego głowa opadła na poduszkę, a ja wpatrywałam się w niego nieodgadnionym wzrokiem. Nie, nie, nie! To, że właśnie ukrył swoją twarz w dłoniach i pocierał ją nimi, nie znaczyło niczego dobrego. On właśnie wycofał się z seksu! Cholera. Oddałam mu się, odrzucając wszelkie wątpliwości, a on ze mnie zrezygnował. Nie chciał mnie.
     - O mój Boże.. - Nie zdołałam wydobyć z siebie niczego więcej. Czułam się zażenowana, jak nigdy dotąd. Czułam, że zaraz się rozpłaczę, a nie mogłam dopuścić do tego, aby zobaczył moją rozterkę. Przerzuciłam nogę nad jego ciałem i pospiesznie zeskoczyłam z łóżka. Podniosłam z podłogi swoją koszulkę i wychodząc z pokoju do łazienki, założyłam ją na siebie. Zamknęłam za sobą drzwi i przekluczyłam w nich zamek. Wypuściłam powietrze, które cały czas wstrzymywałam i przeczesałam nerwowo włosy. Jak mogłam być tak potwornie naiwna i wpakować mu się do łóżka?! Przyjmowałam ochoczo jego każdy pocałunek, wiłam się pod nim, kiedy on mnie nawet nie chciał. Potrzebował tylko rozładować na kimś swoje emocje, a ja byłam pod ręką. I czego ja się spodziewałam ? Że spędzę z nim cudownie romantyczną noc, a potem będziemy chodzić za ręce i robić sobie przesłodkie zdjęcia ? Idiotka.
Czułam, że wszystko zostało właśnie zburzone. Nie mogłam ukryć, że mnie to dotknęło. Harry właśnie mnie odrzucił, a teraz tkwiłam zamknięta w jego łazience i nie wiedziałam co mam zrobić. Mogłam spędzić całą wieczność skulona w jego białej wannie, uciec przez okno albo wyjść stąd i zmierzyć się z Harrym.
Kiedy już ochłonęłam, postanowiłam wyjść z łazienki. Chłopak siedział na skraju łóżka i oderwał swój wzrok od okna, przenosząc go na mnie. Przygryzałam wnętrze swojego policzka, czując się zakłopotana. Wydawało się, że nawet on nie wiedział co powiedzieć. Patrzeliśmy na siebie w ciszy i te parę minut trwało w nieskończoność.
     - Myślę, że powinnam iść do domu. - Odezwałam się na pozór pewnym głosem. Nie chciałam tu zostać ani chwili dłużej. To było dla mnie zbyt upokarzające, po tym co przed chwilą miało tu miejsce.
     - Nie bądź bezmyślna, Skyler! - Obruszył się. Wstał na nogi i podszedł do mnie stanowczym krokiem. - Chyba nie myślisz, że puszczę cię w środku nocy.
Cóż, miał rację mówiąc, że to bezmyślne. Miałam spory kawał drogi do domu, a o tej porze nie mogło być bezpiecznie na zewnątrz, a ja miałam na to spore dowody.
     - Chyba nie myślisz, że możesz o mnie decydować, Harry! - krzyknęłam równie głośno co on. Zacisnął usta w wąską linie i widziałam, że zmaga się z powstrzymaniem agresji. Ale już miałam to gdzieś. Cieszyłam się, że tak właśnie się stało. Wyszłam jak najprędzej z jego mieszkania, a zanim zamknęłam za sobą drzwi usłyszałam trzask tłuczonego szkła. To już nie mój interes.
      Było mi tak głupio. Chciałam znaleźć się w swoim domu, w swoim łóżku i zapomnieć o tej sytuacji, zapomnieć o Harrym. To pieprzony kretyn, który zawrócił mi w głowie, a potem oświadczył, że nie może. Zwabił mnie. Chciał mi udowodnić, że mógłby mnie przelecieć. Jestem pewna, że właśnie o to mu chodziło. A najgorsze w tym wszystkim jest to, że miał rację. Wystarczyło, że pokazał przede mną swoją jasną stronę, a ja już wylądowałam w jego łóżku.
     Droga do domu zajęła mi ponad godzinę. Chodzenie w nocy po mieście nie jest najbezpieczniejsze, ale byłam tak zaaferowana, że nie liczyłam się z tym, jakie zagrożenia skrywała w sobie ciemność.
     Delikatnie pchnęłam drzwi wejściowe i modliłam się, aby nie było słychać żadnego hałasu. Zdjęłam buty i na palcach zaczęłam stąpać w stronę schodów. O mało nie krzyknęłam, kiedy nagle zapaliło się światło, a w wejściu do sypialni rodziców stanęła mama. Miała założone ręce na brzuchu i wściekłą minę, co nie wróżyło niczego dobrego.
     - Gdzie byłaś?! - wrzasnęła i podeszła do mnie, nie pozwalając mi na ucieczkę. - Miałaś być u Perrie razem z twoją siostrą, a tymczasem ty zakradasz się tutaj w środku nocy!
     - Ja.. - jęknęłam i zacięłam się. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Szczerze zapomniałam o mojej siostrze. Moja mama nie była głupia i wiedziałam, że jej nie okłamię. Mimo wszystko musiałam grać na zwłokę. - Pokłóciłam się z Perrie i postanowiłam wrócić. - wymyśliłam na biegu i dopiero po wypowiedzeniu tego uzmysłowiłam sobie jak żenujące to było.
    - Oh, masz jeszcze czelność kłamać?! Masz mnie za głupią?! - jej wściekłość jeszcze bardziej narastała, a ja kuliłam się przed nią jak przestraszony szczeniaczek. - Pytam ostatni raz. Gdzie byłaś ? - wycedziła.
     - Przecież ci powiedziałam! Byłam u Perrie, posprzeczałyśmy się i nie miałam ochoty tam siedzieć, więc wróciłam! - postanowiłam trzymać się swojej wersji.
     - Kłamiesz! - uniosła się sfrustrowana.
     - Jestem zmęczona, mamo. Pozwól mi iść do siebie. - powiedziałam spokojnie i ruszyłam w stronę schodów. Chciałam uciec od tej konfrontacji. Ona mi nie wierzyła, a ja jeszcze pogarszałam swoją sprawę. Nigdy nie zawiodłam moich rodziców. Ufali mi w każdej sytuacji, a teraz wszystko zniszczyłam. Kiedy myślałam już, że mi odpuściła, ta chwyciła mnie za ramię i szarpnęła w swoją stronę. Spojrzałam na nią przestraszona.
     - Ty pachniesz męskimi perfumami. - powiedziała z niedowierzaniem. Zbliżyła się do mnie i chwyciła pasmo moich włosów, aby je powąchać. - I papierosami! - krzyknęła. Patrzyłam na nią z wielkimi oczami, wiedząc, że już po mnie. Jej twarz wyrażała tylko obrzydzenie do mnie. Nagle wymierzyła mi siarczysty policzek, a moją głowę aż odrzuciło. Przyłożyłam dłoń do promieniejącego bólem miejsca i z niedowierzaniem spojrzałam na nią.
      - Nie tak cię wychowałam. - pokręciła głową zawiedziona. - Byłaś u jakiegoś chłopaka, robiłaś z nim nie wiadomo co, paliłaś, włóczyłaś się po nocy, skłamałaś.. W głowie mi się to nie mieści.. - prychnęła. - Masz zakaz wychodzenia z domu, rozumiesz ? Masz zakaz spotykania się z tym chłopakiem ! I zniknij mi z oczu. - dramatycznie wskazała palcem na schody, a ja zrezygnowana pobiegłam na górę.
     Jak tylko zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i zsunęłam na dół. To była ta chwila, kiedy wszystko we mnie pękło. Wszystko co w sobie dusiłam, teraz wyszło na zewnątrz. Nie miałam już siły powstrzymywać łez. Miałam ochotę krzyczeć, lecz zamiast tego zagryzłam wargi tak mocno, że zaczęły krwawić. W głowie miałam tylko obraz Harry'ego, który ze mnie rezygnuje. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo mnie to zraniło. Świadczyło to o tym, że zaczęło mi na nim zależeć. Próbowałam wyprzeć to uczucie, bo tak nakazywał mi rozum. Mogłam nie wściekać się tak na Tylera, bo miał stuprocentową rację. Byłam tylko kolejną laską, którą Harry zamierzał przelecieć w swoim łóżku. I chyba jako jedyną, którą z tego łóżka wyrzucił. Widocznie nie byłam dla niego zadowalająca. A ten fakt bolał najbardziej. Nie byłam dla niego dobra.


____________
Krótkie, krótkie, ale na razie muszę pomyśleć o dalszych rozdziałach, bo mam pomysł na rozwinięcie, ale muszę go dobrze przemyśleć i uporządkować.

2 komentarze:

  1. No to czekam na wiecej :)
    Szkoda mi Sky. Takie rozczarowanie. Ciekawe co wymyslisz dalej.
    Pozdrawiam Asiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ona - zwykła dziewczyna, przyjechała do ciotki na wakacje. Pojechała zwiedzać piękny Londyn, miasto jej marzeń. Niefortunnie wpadła na blondyna o pięknych niebieskich oczach.
    On - irlandczyk, śpiewa w najpopularniejszym boysbandzie na świecie. Przechodząc po ulicach miasta wpada na niego pewna dziewczyna.
    Oni - spędzają ze sobą cały dzień a później kolejne, niestety to co się wydarzy po kilku tygodniach nie jest ich spełnieniem marzeń.
    http://zwykla-dziewczyna-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń